39/52 - 2014

18:00:00 Alina Dobrawa 25 Comments

PORTRETY MOICH DZIECI, RAZ W TYGODNIU, CO TYDZIEŃ

39/52 - 2014

RADOŚĆ Z CZEKOLADY

25 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ

TEN DZIEŃ ZMIENIŁ MOJE ŻYCIE NA ZAWSZE - HISTORIA MONIKI

18:33:00 Alina Dobrawa 19 Comments

TEN DZIEŃ ZMIENIŁ MOJE ŻYCIE NA ZAWSZE, CZYLI WSPOMNIENIE DNIA, W KTÓRYM
DOWIEDZIAŁAŚ/EŚ SIĘ, ŻE BĘDZIESZ MAMĄ/TATĄ

HISTORIA MONIKI



Jak Monika dowiedziała się, że będzie mamą.

Dokładnie pamiętam ten listopadowy dzień. Razem z mężem bardzo pragnęliśmy maleństwa. Był to nasz czwarty cykl starań. Niby nie dużo, ale każdy kolejny okres przysparzał mnie o podły nastrój.
Myślałam, że i tym razem tak będzie. Z racji tego, że nie mogłam się doczekać, pierwszy test zrobiłam za wcześnie i moim oczom ukazała się nieszczęsna jedna kreska. Jednak miesiączka nadal się nie pojawiała, a ja odczuwałam dziwne dolegliwości. Wracając z pracy w deszczowy poniedziałek zadzwoniłam do moich dwóch kuzynek, które mają za sobą już po dwie ciąże i obie stwierdziły, że coś jest na rzeczy i radziły powtórzyć test. Tak też zrobiłam. Po drodze weszłam do apteki po test i od razu po powrocie go zrobiłam.
Jaka wielka była moja radość, kiedy moim oczom zaczęła ukazywać się druga różowiutka kreseczka. Popłakałam się jak małe dziecko :). Od razu zadzwoniłam do męża i kazałam kupić drugi test. Cały czas nie mogłam uwierzyć że to dzieje się naprawdę. Po za testem, który kupił mąż, zrobiłam jeszcze jeden i badanie z krwi. Wszystko potwierdzało ciąże, ale uwierzyłam chyba dopiero w momencie kiedy zobaczyliśmy nasze małe bijące serduszko na monitorze USG. Oczywiście były kolejne łzy szczęścia.
Z racji tego, że lubię mieć w życiu wszystko "poukładane" często wyobrażałam sobie moment, w którym dowiemy się o ciąży. W planach miałam robić test kiedy mąż będzie obok, żebyśmy od razu mogli się razem cieszyć tą informacją. W rezultacie wyszło zupełnie inaczej :).
Cała ciąża przebiegła zupełnie inaczej niż w moich planach, marzeniach. Miałam tyle zrobić, a okazało się że od 15 tygodnia muszę leżeć. Nasza radość przerodziła się w wielki strach i walkę o każdy kolejny dzień, tydzień.
Tak naprawdę, dniem który zupełnie odmienił moje życie był 6 czerwiec 2014, kiedy to 1,5 miesiąca przed terminem przyszedł na świat nasz cud, nasza córeczka Gabrielka. 3 pkt. w skali Apgar, wrodzone zapalenie płuc, grzybica skóry i można, by tak jeszcze wymieniać. Jednak ze wszystkim sobie świetnie poradziła i już w szóstej dobie życia opuściła inkubator. Wspomnienia są nadal świeże i tak naprawdę dzień, który dla każdej matki jest najpiękniejszy, dla nas stał się początkiem kolejnej walki, nie było nam dane tulić się po porodzie.
Do ostatniej chwili nie dopuszczałam do siebie myśli, że dziś urodzę. Dopiero w chwili kiedy dostałam do ręki piżamę szpitalną na przebranie, a lekarka jeszcze przed zbadaniem mnie, widząc mój wyraz twarzy kazała rezerwować sale porodową dotarło do mnie, że już nic nie da się zrobić. Nie damy rady jej tam dłużej zatrzymać. Stałam tak, w jednej ręce trzymając telefon, a w drugiej wspomnianą piżamę i zastanawiałam się co robić najpierw. Dzwonić po męża, czy przebierać się, a łzy płynęły mi ciurkiem. Tym razem nie ze szczęścia, że zaraz ujrzę moje wymarzone dziecko, a ze strachu jak to będzie jak sobie poradzimy, czy ona sobie poradzi.
Pierwsze tygodnie były trudne dla całej naszej trójki, ale Gabi udowodniła jakim jest cudem :). Dziś ma 3,5 miesiąca i wnosi w nasze życie jeszcze więcej uśmiechu. Jest naszą idealną córeczką i zmieniła nasze życie na jeszcze lepsze.

Wspomnienia Moniki bardzo przypominają mi moje. Też nie mogłam wytrzymać z testem i zrobiłam go wcześniej, choć w planach oczywiście ta chwila miała być dla mnie i M. razem. Tak jak Monika walczyłam o jak najdłuższe utrzymanie Lili przy sobie. Nam się udało, Moni niestety nie, ale jej córeczka pokazała, że jest silną dziewczynką i dziś jest już wszystko dobrze.

Kochana bardzo mnie wzruszyła Wasza historia i dziękuję, że się nią z nami podzieliłaś. Życzę Wam samych cudownych dni :).

WSZYSTKIE WSPOMNIENIA DNIA, KTÓRY ZMIENIŁ ŻYCIE NA ZAWSZE W JEDNYM MIEJSCU: WASZE HISTORIE.

19 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ

PRZEPIS NA POTRAWKĘ Z KURCZAKA

10:15:00 Alina Dobrawa 18 Comments

Przepis na kurczaka z warzywami znalazłam w Internecie. Oczywiście jak to ja, musiałam go trochę zmodyfikować i tak o to powstała moja wersja.
Dla mnie to fajna alternatywa, aby zrobić dla Lili obiadek inaczej niż w parowarze.

POTRAWKA Z KURCZAKA Z WARZYWAMI I RYŻEM

SKŁADNIKI:
- filet z kurczaka (pojedynczy)
- ryż - pół szklanki
- marchew - 2 szt.
- korzeń pietruszki - 1 szt.
- seler - pól (małego)
- por - 1 szt.
- woda - 0,5 l
- masło
- pietruszka
- olej do smażenia
PRZYGOTOWANIE:
Mięso kroję w kostkę i podsmażam na rozgrzanym oleju (rzepakowym). Następnie warzywa kroję w kostkę, por w paseczki i dodaję do mięsa. Wszystko razem przez chwilę smażę. Dodaję wodę i duszę pod przykryciem przez 30 minut. Przez ten czas przygotowuję ryż (według instrukcji na opakowaniu). Na 5 minut przed końcem duszenia dodaję gotowy ryż i odrobinę masła. Na koniec dodaję jeszcze posiekanej pietruszki i wszystko dokładnie mieszam.



Z takiej ilości składniki wyszło mi 5 obiadków i z tego 4 zamroziłam.
Zamiast kurczaka, sprawdzi się także indyk, a pietruszkę możecie zastąpić ziołami, czy dodać i zioła i pietruszkę :). Kto co lubi. Danie wychodzi pyszne, a składniki dzięki duszeniu są bardzo mięciutkie i delikatne.

18 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ

38/52 - 2014

11:10:00 Alina Dobrawa 25 Comments

PORTRETY MOICH DZIECI, RAZ W TYGODNIU, CO TYDZIEŃ

38/52 - 2014

STĘSKNIONA ZA SPACERAMI

25 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ

TEN DZIEŃ ZMIENIŁ MOJE ŻYCIE NA ZAWSZE - HISTORIA JOASI

13:37:00 Alina Dobrawa 14 Comments

TEN DZIEŃ ZMIENIŁ MOJE ŻYCIE NA ZAWSZE, CZYLI WSPOMNIENIE DNIA, W KTÓRYM
DOWIEDZIAŁAŚ/EŚ SIĘ, ŻE BĘDZIESZ MAMĄ/TATĄ

HISTORIA JOASI




Jak Asia dowiedziała się, że będzie mamą.

Już jako nastolatka borykałam się z problemami hormonalnymi i cystami. Słyszałam od lekarzy, że będę mieć trudności z zajściem w ciąże, o ile w ogóle się uda, bo wielu "diagnozowało" u mnie PCOS. Mój ówczesny chłopak, a obecny mąż wiedział o tym, nie uważaliśmy więc zbytnio i można powiedzieć, że w zasadzie się nie zabezpieczaliśmy. Kiedy wypadnie miesiączka to była i jest nadal ruletka, dlatego gdy okres spóźniał mi się poważnie i tak nie zwracałam na to uwagi.
Któregoś wieczoru, myłam w łazience zęby, ze współlokatorką i patrząc na mój niegdyś mikro biust i jej baloniki, zdałam sobie sprawę, że moje piersi nienaturalnie się powiększyły i od jakiegoś czasu bolą. Jak to ja, znowu olałam sprawę. To był czas kiedy kończyła się sesja, zbliżały ferie, były więc ważniejsze sprawy niż moje rosnące piersi i brak okresu. Nadeszły ferie i zaczęłam się niepokoić. Przyjechałam do Krakowa na randkę z moim Wojtkiem i postanowiliśmy kupić test. W łazience zobaczyłam dwie kreski. No i się zaczęło. Wybiegłam z płaczem, świat mi się walił. Wojtek zachował spokój, przytulił mnie i zabrał do ginekologa, który oznajmił nam, że to piąty tydzień ciąży. Moja kolejna histeria bardzo go przestraszyła, zaczął nawet podpowiadać co można z "tym" zrobić. Jednak ja już wiedziałam co z "tym" zrobię.
Nigdy nie chciałam mieć dzieci, nie chciałam wyjść za mąż, pragnęłam być nowoczesna, niezależna. Chciałam być panią własnego losu. Nie chciałam być kurą domową, bo czułam że moja mama nie do końca jest szczęśliwa w tej roli, bałam się takiego życia. Zawsze byłam energiczna, rozwijałam się, byłam wolontariuszką, uczyłam się języków, pragnęłam podróżować, studiowałam zarządzanie w turystyce.
Ten dzień naprawdę wywrócił moje życie do góry nogami. Musiałam ze wszystkiego zrezygnować, choć udało mi się skończyć studia i jeszcze w ciąży zdać CAE. Musiałam się wyprowadzić daleko od rodziny i przyjaciół, po porodzie tak bardzo chorowałam, że bezpowrotnie straciłam słuch na jedno ucho, zostałam kurą domową, czyli to czego się tak bardzo obawiałam.
I co? Kocham gotować, kocham być żoną, a najbardziej kocham być mamą. Mam cudowną córeczkę. Mój największy skarb, największe osiągnięcie, nadzieja na jutro, spełnione marzenie, promień radości, powietrze i chleb. Odnalazłam się w tym wszystkim, tak miało być. A najlepsze jest zawsze to, co nie było planowane, bo człowiek nie jest doskonały i jego plany też takie nie są.

Historia Asi to idealny dowód na to, że kobiety, które zachodzą w nieplanowaną (niechcianą) ciążę z biegiem czasu potrafią się idealnie odnaleźć w nowej sytuacji. Okazuję się, że to rola ich życia :).

Joasiu wszystkiego co najlepsze dla Ciebie i córeczki :). I obyś spełniała się dalej.
Was zapraszam do odwiedzenia bloga Asi, czyli: MEL'S FASHION - MUM'S PASSION.

WSZYSTKIE WSPOMNIENIA DNIA, KTÓRY ZMIENIŁ ŻYCIE NA ZAWSZE W JEDNYM MIEJSCU: WASZE HISTORIE.

14 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ

ZAKUPY Z SECOND HAND - 2

14:11:00 Alina Dobrawa 44 Comments

Z biegiem czasu zakupy w lumpeksach coraz bardziej mi się podobają. W zasadzie to chodzi mi o samo szukanie. Kiedyś tego nie cierpiałam i przez to wypad do tego typu sklepu był u mnie rzadkością. Teraz kiedy widzę ile tam czeka cudeniek, moje nastawienie się zmienia.
Niestety po ostatnich wypadach nic nie przyniosłam do domu. Jesienne ciuszki, które miałam na oku były za duże lub za małe. No, ale nic, niedługo znowu wybywam na poszukiwania, a tymczasem dziś pokażę Wam kilka ubranek, które są w Lili szafie już od jakiegoś czasu.

ZAKUPY Z SECOND HAND

SUKIENKA - CHEROKEE
Cena: 8,00 zł






SUKIENKA / TUNIKA - YOUNG DIMENSION
Cena: 10,00 zł





PŁASZCZYK - BABYGAP
Cena: 20,00 zł






W sukienkach jestem po prostu zakochana. Uwierzyć nie mogę, że są ze sklepu z odzieżą używaną.
Z płaszczykiem póki co musimy poczekać, bo pogoda bardzo nas rozpieszcza. Niech się tylko ochłodzi, bo już nie mogę się doczekać, by zobaczyć w nim Lili :).

WSZYSTKIE ZAKUPY Z SECOND HAND W JEDNYM MIEJSCU: ZAKUPY Z SH.

44 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ

37/52 - 2014

13:08:00 Alina Dobrawa 18 Comments

PORTRETY MOICH DZIECI, RAZ W TYGODNIU, CO TYDZIEŃ

37/52 - 2014

WAKACYJNE SZCZĘŚCIE

18 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ

PIERWSZE WAKACJE Z DZIECKIEM

17:30:00 Alina Dobrawa 29 Comments

Jeszcze nie tak dawno temu, byłam pewna, że z naszych wakacji nic nie będzie. Ciągle coś było nie tak. Najpierw my nie mogliśmy, potem rozwaliłam auto, a zakupienie nowego przeciągnęło się w czasie, potem znowu nie mogliśmy, a na koniec kiedy już wszystko było pewne to Lilu się rozchorowała. Na szczęście kiedy już doszła do siebie, nic nam nie stanęło na przeszkodzie i wyjechaliśmy.
Na dalekie i długie wakacje nie było już mowy. Wybraliśmy Toruń, oddalony od nas o 170 km. I dobrze, że dalej nie pojechaliśmy, bo Lili po ponad 100 km nie bardzo miała ochotę na dalszą trasę i sporo się złościła. Udało nam się jednak szczęśliwie dojechać w obie strony.
Poza podróżą obawiałam się też akceptacji nowego miejsca. Dla Lili były to pierwsze noce poza domem, ale w ogóle jej to nie zrobiło różnicy. Samym hotelem, w którym się zatrzymaliśmy była zaciekawiona przez pierwsze 5 minut. Najpierw był strach, potem zwiedzenie każdego kąta i już było dobrze. Nowe miejsce przypadło do gustu :). Nawet spanie w łóżeczku turystycznym nie było straszne.

Wakacje bardzo udane i żal było wyjeżdżać. Pogodę mieliśmy mieszaną. Było i słońce i deszcz. Wyjechaliśmy na 4 dni i akurat w tyle czasu udało nam się wszystko zwiedzić. Podjechaliśmy też do Ciechocinka. W Toruniu byłam pierwszy raz i wrażenie zostało bardzo pozytywne. Piękne i zadbane miasto z mnóstwem urokliwych i pięknie zdobionych kamienic. Zazdroszczę mieszkańcom :).
Dla nas Toruń będzie też bardzo ważny i zapamiętany ponieważ to właśnie tu, Lili postanowiła po raz pierwszy sama pomaszerować :). Od rana coś się szykowało i coraz pewniej się puszczała naszych dłoni, aż końcu w deszczowe popołudnie na sali zabaw, przeszła sama prawie 2 metry :). Lilia szczęśliwa, a my dumni :).

















29 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ

36/52 - 2014

20:30:00 Alina Dobrawa 29 Comments

PORTRETY MOICH DZIECI, RAZ W TYGODNIU, CO TYDZIEŃ

36/52 - 2014

WSPINACZKI

29 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ

15 MIESIĄC Z ŻYCIA LILI

12:27:00 Alina Dobrawa 42 Comments

STATYSTYKA:
  Waga - 11 kg
  Wzrost - 82 cm
  Rozmiar ubrań - 80
  Rozmiar pieluch - 4
  Mleko - Bebilon 3
  Porcję mleka - 240 ml / 2 porcje
  Zęby - 13
OSIĄGNIĘCIA:
  Mówi świadomie "mama".
  Wchodzi na pewną wysokość.
  Zaczyna się komunikować.

Może niektórzy z Was pamiętają, że już dosyć dawno pochwaliłam się, że Lilia świadomie powiedziała do mnie "mama" (pisałam o tym cudownym dniu: TUTAJ). No i na tym był koniec, zdarzyło się tylko raz. Od tamtego czasu Lilu potrzebowała 4 miesięcy, by znowu zawołać do mnie "mama". Było warto czekać :). Teraz "mama" jest już na porządku dziennym.

Zaczęło się też to, czego trochę się obawiałam. Lili nauczyła się wdrapywać na wysokości. Najchętniej wchodzi na kanapę i łóżko w sypialni. Staram się jej teraz nie zostawiać nawet na chwilę. Dziś na szczęście zaczęła opanowywać bezpieczne schodzenie tyłem :).

Początki jakieś tam komunikacji były u nas już jakiś czas temu. Jednak teraz wszystko się rozkręciło :). Lili sama daje znać, by wziąć ją na ręce. Kiedy skończy się jedzenie z poważną miną pokazuje, że nie ma :). Przynosi zabawki, którymi chciałaby się pobawić. Daje znać co jej smakuje. Fajnie tak, kiedy dziecko zaczyna coraz więcej rozumieć.

W ciągu naszego dnia, zmian jak zwykle brak. Śpioch jaki był taki jest. Dzień zaczynamy o 8.00, są 2 drzemki (trwające po półtorej godziny) i pójście spać o 19.30. Jeśli zdarzy się, że drzemka jest tylko jedna to Lili idzie spać już przed 19.00, bo dłużej i tak nie da rady.

W Lilkowej buźce pojawił się kolejny ząbek. Niestety jego wyjście wiązało się z chorobą i bólem. Lili przy zębach choruje. Ostatnio były oskrzela teraz padło na migdały i gardło. Było ciężko, ale Lil jest dzielna i dała radę. Była też wysypka, której pozostałości są do dziś. Nie wiele, ale nadal widać przy ustach. Zaczynam się obawiać, że to nie zejdzie i chyba pójdę po silniejszą maść. Cały czas myślałam, że wysypka była od nieszczęsnego serka orzechowego, ale teraz coraz bardziej jestem pewna, że to jednak objaw antybiotyku.

W końcu też, ruszyło się z Lilkowym gryzieniem. Nasze dziecko już wie od czego są ząbki i pięknie ich w tym celu używa. Czasem jej się zapomni, ale to nic w porównaniu do tego, że były momenty kiedy połykała jedzenie tak jak jej podawałam.

Zmieniła się też dieta Lili. Nie gotuję już tak jak kiedyś po 10 obiadków na raz (do zobaczenia: TUTAJ). Było to wygodne, ale Lili miała każdy obiadek bardzo podobny. Postanowiłam, że musi mieć to wszystko urozmaicone. Teraz gotuję maksymalnie 3-4 obiadki, ale nie daję ich codziennie tylko zamrażam, a na drugi dzień szykuję coś nowego. Teraz Lili je codziennie coś zupełnie odmiennego.

LILIA W PIĘTNASTYM MIESIĄCU ŻYCIA


POPRZEDNIE MIESIĄCE
1 / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7 / 8 / 9 / 10 / 11 / 12
13 / 14

42 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ

TEN DZIEŃ ZMIENIŁ MOJE ŻYCIE NA ZAWSZE

17:40:00 Alina Dobrawa 27 Comments

Pomysł do głowy wpadł mi nagle. Zbliża się dzień, który zmienił moje życie na zawsze, więc teraz coraz częściej go wspominam. Pamiętam go dokładnie i nigdy nie zapomnę, dnia, w którym dowiedziałam się, że będę mamą.
I tak pomyślałam, o powstaniu tego projektu. Jestem pewna, że każdy z Was, tak jak ja pamięta dzień, w którym dowiedział się, że zostanie rodzicem, czy to mama ujrzała dwie kreski lub wiadomość oznajmił jej lekarz, czy może przyszły tato, któremu wieści przekazała przyszła mama.

Poprzez projekt: TEN DZIEŃ ZMIENIŁ MOJE ŻYCIE NA ZAWSZE, chcę Was zachęcić do podzielenia się ze mną, Waszymi wspomnieniami z dnia kiedy dowiedzieliście, że będziecie mieć dziecko. Czekam na historię zarówno mam jak i ojców. Przesyłajcie opowieści na maila (alinadobrawa@gmail.com).
Na początek będę czekać przez tydzień. W zależności od Waszych zgłoszeń, przedłużę termin lub nie. Następnie historie pojawią się na blogu. Ci z Was, którzy też prowadzą bloga jak najbardziej mogą umieścić wspomnienia u siebie (z dodaniem plakatu z tego posta). Koniecznie też zostawcie tutaj linka do wpisu.
Na pewno pojawi się osobna karta w menu na blogu jak i coś na Facebooku. Chciałabym, żeby był to zbiór magicznych opowieści. Tych przepełnionych szczęściem, zaskoczeniem jak i tych smutniejszych, bo wiem, że ten dzień nie dla każdego z Was był wyczekiwany.

27 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ

TO JUŻ NIE WRÓCI

13:35:00 Alina Dobrawa 35 Comments

Malutkie, niespełna 3 kilogramowe ciałko przytulone do mnie, do nas. Pierwszy płacz, pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek. Za nami dziesiątki, a nawet setki pierwszych razów.
Na niektóre czekałam z niecierpliwością, inne były dla mnie zaskoczeniem. Dużo uwiecznione na zdjęciach, a jeszcze więcej zapamiętane w głowie. Przeżywam to wszystko ogromnie. Zresztą pewnie jak każdy rodzic, wzruszają mnie te momenty.
Pamiętam jak stresowałam się przed rozpoczęciem rozszerzania Lili diety. Już na miesiąc przed myślałam co jej podać jako pierwsze. Potem było wybieranie pierwszych naczyń i sztućców. W końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień (jak nam poszło do zobaczenia: TUTAJ). Było we mnie tyle emocji, wzruszenia i szczęścia.
To było coś co wiedziałam, że nastąpi w konkretnym czasie, a jak było kiedy coś mnie zaskoczyło? Wróciłyśmy z Lili ze spaceru. Jak zwykle rozebrałam ją i położyłam do łóżeczka, żeby móc samej się przebrać. Wyszłam z sypialni, a kiedy po chwili wróciłam, Lili siedziała z uśmiechem od ucha do ucha :). Stanęłam jak wryta i uwierzyć nie mogłam, że tak po prostu usiadła (pierwsze pozowanie do zdjęć na siedząco: TUTAJ). Szok i niedowierzanie.

To wszystko już za nami. Już nie wróci i choć wiem, że przed nami jeszcze o wiele więcej nowego to szkoda mi. Chciałabym to przeżyć jeszcze raz. Często oglądam zdjęcia i wspominam. Wspominam i na twarzy automatycznie pojawia mi się uśmiech.
Wszystko dzieję się za szybko. Ledwo przyzwyczajam się do jednego, a już pojawia się coś kolejnego. Z chęcią spowolniłabym cały ten proces rozwoju dziecka. Dopiero co z delikatnością musiałam przytrzymywać główkę Lili przy podnoszeniu, a tu za chwile zacznie chodzić.
Brakuję mi tego kiedy mogłam ją tulić całymi dniami, nosić w chuście, czy leżeć przy niej w ciągu dnia. Tęsknie za malutkim ciałkiem, które "tonęło" w rozmiarze 56. Jak tylko o tym myślę, to tak mi ciepło na sercu.
Wszechobecne "Kiedy to zleciało?" mogłabym pisać co chwilę, bo ja naprawdę nie mogę się nadziwić kiedy to zleciało :). Pierwszy rok jest zdecydowanie za szybki. Z nieporadnego noworodka w ciągu dwunastu miesięcy wyrasta dziecko rozumne, które jest dosłownie wszędzie.




35 komentarze:

DZIĘKUJĘ ZA KAŻDY POZOSTAWIONY KOMENTARZ