CIĄŻOWY BRZUSZEK TYDZIEŃ PO TYGODNIU

Ciąża to taki cudowny, dla nas kobiet stan. Wiem, że nie wszystkie się ze mną zgodzicie, ale dla mnie osobiście, nie ma chyba rzeczy bardziej niezwykłej, niż właśnie to, jak w naszym ciele powstaje i rozwija się mały człowiek, nasz mały cud.
Mimo wszystkich problemów, z jakimi przyszło mi się zmierzyć, obie moje ciąże wspominam bardzo pozytywnie i w ogóle lubię często myślami wracać właśnie do tego czasu.

Rośniemy, kilogramy przybywają, ale czy któraś z nas się tym przejmuje? To chyba jedyny czas w życiu kobiety, kiedy te wszystkie zmiany tak bardzo nas cieszą. Przecież dobrze wiemy, jaki jest wspaniały cel i finał tego wszystkiego.

Trzy lata temu, kiedy urodziła się Lili, żałowałam nie tylko zakończenia ciąży, ale i tego, jak mało miałam zrobionych zdjęć z tego okresu. Od razu obiecałam sobie, że przy kolejnym maleństwie będzie inaczej. Słowa dotrzymałam.
Na uwiecznienie rosnącego brzuszka tydzień po tygodniu, miałam kilka pomysłów. Ogólnie miało być bardziej profesjonalnie, ale byłam zdana tylko na siebie i dodatkowo bez statywu, więc wyszło właśnie tak i taką oto mam pamiątkę. Cudownie widać jak rosła Dalia w brzuszku, a o to przecież najbardziej mi chodziło :). Jakość w sumie przestała mieć znaczenie.
Zabawę zaczęłam z początkiem drugiego trymestru, bo dopiero wtedy brzuszek zaczął się zmieniać. Sukcesywnie, raz w tygodniu dodawałam kolejne zdjęcie i tak do samego końca.

Bardzo lubię te zdjęcia, wracać do nich co jakiś czas i przeglądać. Mam też nadzieję, że ten wpis będzie fajną i pomocną podpowiedzią dla przyszłych mam, o tym, jak zmienia się brzuszek w ciąży.






Kochane, a Wy robiłyście lub aktualnie robicie zdjęcia z każdego tygodnia Waszej ciąży?

OBJAWY BARDZO WCZESNEJ CIĄŻY

Objawy bardzo wczesnej ciąży. W ogóle istnieją? Ja na swoim przykładzie zapewniam Was, że tak.
Moje ciało, w każdej ciąży, już na kilka dni przed terminem spodziewanej miesiączki, kiedy to jeszcze na zrobienie testu ciążowego było za wcześnie, dawało sygnały, że jednak coś jest inaczej.
Oczywiście najbardziej skuteczny i wiarygodny sposób na sprawdzenie to badanie krwi lub USG, ale na to potrzeba czasu, a jak wiadomo ciężko w takich okolicznościach wytrzymać.
Sprawa jest ułatwiona, kiedy staramy się o dziecko, bo wtedy też bardziej wsłuchujemy się w swój organizm, zwracamy uwagę na więcej szczegółów, które normalnie pewnie by nam umknęły. Poniżej przedstawię Wam objawy, które wystąpiły w moim przypadku i które jednoznacznie oznaczały, że pod moim sercem rozwija się maleństwo.

OBJAWY BARDZO WCZESNEJ CIĄŻY

POWIĘKSZONE I BOLESNE PIERSI
W pierwszej ciąży już na ponad tydzień przed terminem spodziewanej miesiączki zauważyłam spore zmiany w moim biuście. Powiększone piersi przed okresem to czasami całkiem normalny objaw jednak u mnie nigdy nie występował, więc gdzieś z tyłu głowy zaczęłam się zastanawiać, że może się udało. Nie myliłam się :).

WSTRĘT DO KAWY
Ten objaw jest bardzo popularny. Dużo kobiet z niewiadomych przyczyn, nagle odrzuca od używek. Ja tak miałam właśnie z kawą. Moja ulubiona, codziennie przyrządzana w ten sam sposób, jednego dnia była po prostu nie do wypicia. Już nawet sam jej zapach mnie odrzucał.

SENNOŚĆ
W zasadzie to nie tylko senność, ale ogólnie uczucie większego zmęczenia. Z dnia na dzień, nagle zaczęłam mieć mniej energii i sił. Jedyne co pomagało to po prostu położyć się i chociaż z godzinę odpocząć.

ZMIENNY NASTRÓJ
Niby jak najbardziej normalny na kilka dni przed miesiączką, ale w moim przypadku, kiedy już byłam w ciąży, wszystko zdecydowanie bardziej się nasiliło. Złość, śmiech, płacz, dosłownie wszystko naraz, a kilka dni później pozytywny wynik testu.


Kochane, a jak było u Was? Czy wiedziałyście, że się udało, zanim jeszcze zrobiłyście test, czy ciążę potwierdził lekarz?

PIELĘGNACJA SKÓRY W CIĄŻY

Od dłuższego czasu pokazuję tutaj rzeczy, które znalazły się w wyprawce dla naszej dziewczynki. Tym razem coś typowo dla przyszłych mam.
Kosmetyk, który jest zdecydowanie jednym z najważniejszych, jeśli chodzi o pielęgnację w ciągu tych cudownych dziewięciu miesięcy.
W ciąży nasza skóra zasługuje na wyjątkowe traktowanie. W szczególności na tych partiach ciała, gdzie rozciąga się najbardziej. Jest to oczywiście brzuszek, ale w większości też skóra na udach, biodrach i piersiach.

Ja na rosnący brzuszek ponownie musiałam trochę poczekać. W miarę uwidocznił się dopiero około 20 tygodnia i też nie rósł bardzo szybko. Oczywiście powolne rośnięcie ma swój plus, bo skóra nie rozciąga się zbyt szybko.
Do 30 tygodnia w mojej pielęgnacji postawiłam głównie na ulubione mleczko do ciała, używane już od lat. Smarowałam się po prostu częściej, aby skóra była bardziej nawilżona. Pod koniec siódmego miesiąca, kiedy brzuszek stawał się już coraz większy, postanowiłam zadbać o nawilżenie zdecydowanie bardziej. Postawiłam właśnie na kosmetyk w niezawodnej formie olejku.

MUSTELA
OLEJEK PRZECIW ROZSTĘPOM
Cena: 56,00 zł / 105 ml


MOJA OPINIA:
Na początku muszę wspomnieć, że osobiście bardzo lubię kosmetyki w formie olejków. Do włosów, twarzy, czy ciała. Wiadomo nie wszystkie, ale jednak zdecydowana większość bardzo mi odpowiada.
Na olejek Mustela zdecydowałam się po tym, jak świetnie sprawdziły nam się kosmetyki tej marki z serii Bebe, przy pielęgnacji Lili.
Opinia o olejku również będzie na plus. Pisząc najkrócej, to chyba jeszcze nigdy nie miałam tak elastycznej i miękkiej skóry jak teraz. Olejek jest po prostu rewelacyjny. Działanie to oczywiście jego największy atut, ale już samo używanie też należy do przyjemnych. Olejek jest z typu tych "suchych", czyli nie jest, aż tak tłusty i też szybciej się wchłania niż te tradycyjne. Rzeczywiście tak jest, skóra się po nim nie lepi, w miarę szybko wysycha, ale ja mimo to używałam go tylko na noc, w dzień po prostu nie lubię. Kosmetyk pachnie bardzo delikatnie, ale wyczuwalnie co też umila jego nakładanie. Coś, co mnie zaskoczyło to opakowanie z atomizerem, które na szczęście okazało się bardzo wygodne. Możemy użyć odpowiedniej ilości, a olejek nie rozlewa się i nie brudzi butelki.
Osobiście szczerzę mogę polecić olejek każdej przyszłej mamie, ale nie tylko. Myślę, że kosmetyk świetnie sprawdzi się jako pomoc w nawilżeniu, jeśli mamy problem z suchą i napiętą skórą różnych partii ciała, a nawet dłoni.








DELEKTUJĘ SIĘ TYM CZASEM

Ciąża całkowicie mną zawładnęła. Pewnie trochę dziwnie to może brzmieć, ale zdecydowanie brzuszek ostatnio przysłonił mi wszystko, oczywiście w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu.
Pierwsze tygodnie były nerwowe, ale później wszystko nabrało już pięknego i niesamowitego jak dla mnie wymiaru. To jest przecież tak cudowny czas, który niestety mija tak szybko, wręcz błyskawicznie. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę tego wszystkiego ponownie doświadczyć.

Wydaje się, że to właśnie ta pierwsza ciąża powinna być tą najbardziej wyjątkową i w sumie to na swój sposób jest, ale każda kolejna ma jednak w sobie coś znacznie więcej.
Dziewięć miesięcy z Lilką to było dla mnie jedno wielkie odliczanie. Tydzień za tygodniem czekałam na upragniony koniec. Miałam wrażenie, że te czterdzieści tygodni trwa wprost wieczność. Tak bardzo chciałam mieć już upragnione dziecko przy sobie, że kompletnie zapomniałam, by po prostu cieszyć się tym magicznym dla kobiety stanem.

Ta ciąża jest już przede wszystkim zdecydowanie bardziej świadoma.
Po pierwsze już wiem, co mnie czeka. Żadne zmiany, czy dolegliwości nie wywołują u mnie paniki i wątpliwości, tylko uśmiech, że tak już było, że dobrze znam to uczucie i wiem, z czym jest związane.
Po drugie wiem, że mimo oczekiwania dziewięciu miesięcy, ciąża jednak mimo wszystko, mija błyskawicznie i teraz cieszę się dosłownie każdym dniem. Uwieczniam na wielu zdjęciach rosnący brzuszek. Po prostu delektuję się tym stanem, bo wiem, że lada moment będę już tulić maleństwo, a powiększający się brzuszek będzie już tylko miłym wspomnieniem.
Ciąża to wyjątkowy moment. W ciele kobiety przez krótki czas rozgrywa się prawdziwy cud i warto mieć tego świadomość. Nie przebierać nerwowo nogami z myślą, kiedy koniec, a cieszyć się i korzystać z tak cudownego dla nas czasu.


PROJEKT WYPRAWKA - PODUSZKA CEBUSZKA

Dziś w projekcie o mojej wyprawce, pierwszy raz coś dla mnie i dziecka. Poduszka Cebuszka, czyli gadżet, z którego najpierw będę korzystać ja, a kiedy urodzi się nasza druga dziewczynka, posłuży już nam obu.

Poduszek z przeznaczeniem dla kobiet w ciąży i takich, które mają pomóc dobrać odpowiednią pozycję podczas późniejszego karmienia, jest tak naprawdę pełno. Sama w pierwszej ciąży też się na jedną z nich zdecydowałam. Teraz podobnie wiedziałam, że muszę mieć coś, co pomoże najpierw wygodnie ułożyć mi się z rosnącym brzuszkiem, a później będzie przydatne i pomocne przy karmieniu.
Aktualnie postawiłam na poduszkę innego producenta niż ostatnio, wybór padł na Cebuszkę marki Ceba Baby.

CEBUSZKA - CEBA BABY
PODUSZKA DLA KOBIET W CIĄŻY
Cena: 110,00 zł



MOJA OPINIA:
Największe plusy Cebuszki to przede wszystkim mała waga, co przy sporych rozmiarach poduchy było dla mnie dużym zaskoczeniem. Mając już tego typu poduszkę, spodziewałam się, że i ta będzie dosyć ciężka, a tu proszę, okazała się bardzo lekka. Ogromnie mnie to zaskoczyło, bo właśnie w pierwszej ciąży z powodów wagi poduszki, musiałam pod koniec z niej zrezygnować dlatego, że najzwyczajniej zaczęła mi podczas spania ciążyć, zamiast przynosić ulgę. Tym razem mam fajną lekką poduszkę, której drugim dużym atutem jest zupełnie inny wkład, czyli drobniutkie kuleczki (mikroperła styropianowa), które przesypują się pod wpływem zmiany ułożenia ciała i idealnie układają się do pozycji, w jakiej z niej korzystamy. Powiem Wam, że sprawdza się to rewelacyjnie. Poduszka naprawdę fajnie się układa pod ciężarem ciała, możemy ją sobie dokładnie dopasować. Mimo sporych rozmiarów poduszkę łatwo jest sobie ułożyć. Po złożeniu nie zajmuje też wiele miejsca.
Poduszka Cebuszka jest dostępna w dwóch rozmiarach. Ja zdecydowałam się na ten większy, taki bardziej praktyczny i domowy. Za to Cebuszka mini na pewno świetnie sprawdzi się, kiedy często podróżujecie. Cebuszka posiada zdejmowany pokrowiec, który można normalnie wyprać w pralce.
Więcej o samej Cebuszce, jak i innych produktach możecie zobaczyć: TUTAJ, a także na Facebooku: TUTAJ.











OLEJOWANIE WŁOSÓW

Pierwszy raz z tematem olejowania włosów spotkałam się już dawno temu, na jednym z kobiecych portali. Od razu pomyślałam, że to jakiś dziwny pomysł, żeby nakładać sobie na włosy oleje. Tłuste, lepiące i niby jak to potem zmyć. Temat praktycznie od razu ucichł.
Jakiś czas później olejowanie stało się już tak popularne, że jego temat wyskakiwał, na co drugim blogu kosmetycznym. Wszędzie tego typu metoda pielęgnacji była zachwalana, podziwiana i polecana.
Zaczęłam na nowo się zastanawiać, interesować, czytać i szukać. Okazało się, że olejowanie to wcale nie nowy wynalazek, bo tej metody dbania o włosy, kobiety używały już nawet w starożytności.
Wszędzie wkoło samo zachwalanie, więc w końcu i ja się przekonałam i postanowiłam spróbować. Oczywiście jak to bywa, już po pierwszym razie byłam zadowolona i żałowałam tylko, że tak późno się zdecydowałam. Włosy były cudowne w dotyku, oleje wcale ich nie przetłuszczają, a i myje się je bez większego problemu.

Co w ogóle daje nam ten zabieg?
Regularne olejowanie przede wszystkim zapewni nam nawilżenie, odżywienie i wzmocnienie włosów, powinno też sprawić, że włosy będą bardziej miękkie w dotyku i błyszczące.
Ja na swoim przykładzie mogę potwierdzić, że rzeczywiście moje włosy stały się nawilżone i wyglądają po prostu o wiele zdrowiej. Już po kilku miesiącach pożegnałam się z tak zwanym "sianem" co po częstym farbowaniu było niestety wtedy moją największą zmorą.

Jakie oleje wybrać?
Na jakie tylko macie ochotę. Mogą być typowo kosmetyczne, jak i te spożywcze z naszej kuchni. Trzeba próbować, testować i szukać swoich ulubionych. W moim przypadku, po kilku latach przygody z olejowaniem, przetestowałam bardzo wiele produktów i dziś moje ulubione to olejki z Alterry (dostępne w Rossmannie), olej arganowy i najnowszy ulubieniec, czyli olej kokosowy.

OLEJOWANIE
Mamy dwie opcje - nałożyć olej na suche lub mokre włosy. Ja od początku przez długi czas nakładałam na suche i pasowało mi to, aż do momentu, kiedy nie spróbowałam nałożyć na wilgotne i okazało się, że jednak tak bardziej mi odpowiada. Włosy zwilżam mgiełką w sprayu, mają być lekko mokre/wilgotne, a nie ociekać wodą.
Olejować warto oczywiście regularnie, ale trzeba uważać, żeby nie przesadzić. U mnie sprawdza się częstotliwość co 2-3 mycie, a włosy myję co 3 dni. Oleje nakładam na około 2-3 godziny przed myciem, ale ten czas też oczywiście zależy od własnych upodobań, choć wiadomo, że im dłużej, tym lepiej. Na moją długość, czyli włosy długie, zużywam jednorazowo około 2 łyżki oleju, nakładając od wysokości uszu, aż po końcówki. Naolejowane włosy zwijam w wysokiego koka i zostawiam.






ZMYWANIE
Do zmywania olejków najczęściej polecane są delikatne szampony i ja też się pod tym podpisuję. Na początku właśnie takich używałam, potem na jakiś czas przeszłam na zwykłe, a teraz znowu powróciłam do delikatniejszych i jednak ta opcja jest lepsza. Używam Johnson's Baby, bo i tak kupuje je dla Lili, więc po prostu jej podbieram :).



Mam nadzieję, że te z Was, które jeszcze nie znały tej metody pielęgnacji włosów, po moim wpisie szybko się przekonają.
Naprawdę warto się zdecydować, bo niedużym, nakładem możemy mieć zdrowe i piękne włosy. Oczywiście muszę dodać na koniec, że efekty olejowania nie są niestety szybko widoczne. Po kilku razach jedyne co można zauważyć to miękkość włosów, ale na poprawę ich kondycji potrzeba zdecydowanie więcej czasu. To metoda dla dziewczyn cierpliwych i systematycznych, bo nakładanie sporadyczne, tylko raz na jakiś czas też efektu nie przyniesie. Tak więc podstawa to cierpliwość i systematyczne stosowanie. Warto jednak pamiętać, że to przecież naturalny sposób pielęgnacji :).
A do tych z Was, które znają tę metodę mam jeszcze pytanie. Jakie olejki się u Was najbardziej sprawdzają?

8/52 - 2016

ZDJĘCIE TYGODNIA, RAZ W TYGODNIU, CO TYDZIEŃ

8/52 - 2016

PIĘKNOŚCI W DONICZCE


Choć niezbyt mam rękę do kwiatów to ponad wszystko je uwielbiam. Dom bez nich jest szary i smutny. Cięte, czy doniczkowe w zasadzie nie ma różnicy. Choć te pierwsze niestety są na krótko. Dlatego z tych drugich najbardziej podobają mi się kwitnące. Po prostu lubię piękny, kolorowy kwiat :).
Miłość do storczyków narodziła się gdzieś z 6 lat temu i trwa niezmiernie. Kiedy po przekwitnięciu, obcięte pędy długo nie chcą wypuścić na nowo, muszę mieć kolejnego :). Na początku ich pielęgnacja nie szła mi najlepiej, ale ostatnio muszę przyznać, że chyba nabieram wprawy. Mam nadzieję, że nie zapeszę :).
Macie swoje ulubione kwiaty?

CZEKAMY NA WIOSNĘ

Wiem, że pewnie niektórzy z Was pomyślą, że już się zaczynam powtarzać, ale ja naprawdę, jak jeszcze nigdy wcześniej nie mogę doczekać się wiosny.
Zima w tym roku jest przecież bardzo łaskawa, śnieżnych i mroźnych dni było niewiele, ale mimo to męczy mnie już ta mała ilość słońca i niskie temperatury. Połowa lutego już na szczęście coraz bardziej optymistycznie nastraja i wiem, że coraz bliżej do pięknych, ciepłych i kolorowych dni. Wczoraj wybraliśmy się na spacer w poszukiwaniu wiosny jednak jak na razie oznak zbliżającego się ciepła brak, ale cierpliwie czekam. Kto czeka razem ze mną?
Sweter i szalik, które mam na sobie pochodzą z aktualnej kolekcji marki Esmara - BLACK&WHITE, dostępnej w sklepie LIDL.







 


 



JAKO MAMA CZASAMI MAM DOŚĆ

Ciąża z Lili nie była zaskoczeniem. Decyzja o dziecku była przez nas poważnie przemyślana i wspólnie podjęta. Dokładnie wiedziałam, czego chcę. Chciałam być mamą, dać życie małej istotce, która będzie dla nas wszystkim. Wiedziałam, że to będzie najważniejsza rola w moim życiu i nie pomyliłam się. Od dnia narodzin Lili, codziennie się o tym przekonuję na nowo, a o moich niekończących się uczuciach możecie poczytać: TUTAJ.
Macierzyństwo daje mi spełnienie. Czuję wewnętrznie, że jestem tu, gdzie powinnam. Nie chce niezwykłej zawodowej kariery, wielkiego wykształcenia. Ja chce być po prostu mamą, najlepszą dla mojego dziecka.
Mimo, że tak cieszę się z tego, jak wygląda moje życie to jednak są momenty, czy dni, że mam dość. Tak po prostu, przychodzi taki dzień, że wszystko zaczyna mnie przerastać. Najzwyklejsze błahe sprawy, jak posprzątanie, rozwieszenie prania, zabawa, czy wyjście z Lilką na spacer powodują we mnie złość. Wtedy jedyne co chce zrobić to zamknąć się w pokoju i być tylko sama dla siebie. Usiąść w ciszy i spokoju, pomyśleć, ponudzić się w samotności.
Nie jest mi wstyd i nie mam problemu z tym, że tak się dzieje, że dopadają mnie te gorsze momenty. Myślę, że większość, jak nie każda z nas, matek ma podobnie.

Jestem ogromnie wdzięczna Lili dziadkom, których mam blisko i dzięki, którym mam możliwość mieć ten czas tylko dla siebie. Dla mnie to naprawdę ważne. Mimo, że macierzyństwo było moim marzeniem, to jednak nie potrafię oddać się dziecku bez reszty. To, że urodziłam dziecko nie zmienia faktu, że nadal bardzo potrzeba mi czasu tylko dla siebie samej.
Dając Lilkę na kilka, kilkanaście godzin pod opiekę dziadków, mogę na spokojnie zająć się tym, co lubię, a co najważniejsze zawsze przez ten czas zdążę za nią zatęsknić. Wtedy, mimo że jeszcze rano miałam wszystkiego dość, już wieczorem nie mogę się doczekać, żeby ją zobaczyć i mocno przytulić.
W takich momentach ze zdwojoną siłą wracam do roli bycia mamą. Znów mam chęci i energię, a kolejne obowiązki domowe nie powodują niechęci i grymasu na twarzy.

Taka chwila odskoczni należy się każdej kobiecie, ale wiem, że nie każda ma na to możliwości. Niestety, ale właśnie brak czasu na swoje przyjemności może powodować u nas frustrację i złość. Mimo ukochanego dziecka u boku, czegoś zaczyna nam brakować. Brak wolnej przestrzeni wywołuje złość, niezadowolenie, które mogą odbić się później na dziecku, związku, czy nawet nas samych.
Dlatego warto, żeby każda z nas miała jakiś swój sposób na, chociaż chwilę relaksu, na odreagowanie, czy pozbycie się złego nastroju. Mama powinna być w pełni zadowolona, więc starajmy się, aby ta radość była w nas jak najczęściej, a moment, kiedy mamy dość był rzadkością.


BARDZO DOBRY DUET DO CERY NACZYNKOWEJ

Dziś coś dla posiadaczek cery naczynkowej. Sama właśnie taką posiadam i wiem, jakim potrafi być utrapieniem, dlatego ciągle szukam kosmetyków, które sprawdzą się najlepiej. Nie zostaję na dłużej z jednym, wolę szukać, testować, ale mam już kilka produktów, które szczerze mogę polecić i do których sama mogłabym wrócić i pewnie po jakimś czasie zakupię je ponownie.
W dzisiejszym poście będzie o duecie, którego aktualnie używam i który właśnie bez namysłu mogę polecić.

IWOSTIN
CAPILLIN - KREM WZMACNIAJĄCY NACZYNKA NA NOC - SPF 20+
Cena: 31,00 zł / 40 ml


OPIS PRODUCENTA:
Codzienna, intensywna pielęgnacja skóry z rozszerzonymi naczynkami, zaczerwienionej i wrażliwej. Dzięki unikalnemu kompleksowi substancji aktywnych, krem redukuje stopień zaczerwienienia skóry, a także działa zapobiegawczo, wzmacniając kruche naczynka krwionośne.
- widocznie redukuje objawy skóry naczynkowej
- odbudowuje barierę lipidową
- wzmacnia napięcie naczynek

MOJA OPINIA:
Od niedawna miałam ulubieńca, jeśli chodzi o krem do pielęgnacji cery naczynkowej, od teraz mam już dwóch :). Nie nastawiałam się na ten produkt jakoś pozytywnie, ale ogromnie mnie zaskoczył. Po pierwsze to redukowanie zaczerwienionej twarzy, używam go nieco od ponad miesiąca i już widzę poprawę, zwłaszcza teraz przy niższych temperaturach. Po wejściu z dworu do ciepłego pomieszczenia, twarz nie robi się już tak czerwona jak kiedyś. Konsystencję ma średnią, nie jest ani ciężki, ani lekki, fajny teraz na jesień i zbliżającą się zimę. Przy podrażnieniu skóry, po nałożeniu kremu bardzo szybko czuć ukojenie. Na plus jest też jego dosyć szybkie wchłanianie i wydajność. Zapach delikatny, przyjemny. Trochę kiepsko nawilża, ale w tym przypadku możemy się rano wspomóc innym kremem na dzień.

Krem wzmacniający na naczynka Iwostin, znajdziecie tutaj: http://www.i-apteka.pl/product-pol-28470-IWOSTIN-Capillin-Krem-na-naczynka-na-noc-40ml.html.








REDBLOCKER
PŁYN MICELARNY
Cena: 16,00 zł / 200 ml


OPIS PRODUCENTA:
Płyn micelarny przeznaczony do pielęgnacji skóry naczynkowej, wyjątkowo delikatnej i wrażliwej, skłonnej do podrażnień i zaczerwienień. Zawarte w płynie micele, dzięki specyficznej budowie działają jak magnes, przyciągając i zamykając w swoim wnętrzu zanieczyszczenia. Płyn zapewnia optymalne oczyszczenie i odświeżenie skóry, a także wzmocnienie naczynek krwionośnych. Nie pozostawia tłustej warstwy na powierzchni skóry.
- natychmiastowe nawilżenie i ukojenie
- chroni ściany kruchych naczyń krwionośnych
- zmniejsza zaczerwienienia

MOJA OPINIA:
Płyn micelarny to u mnie podstawa w pielęgnacji twarzy. Najważniejsze, aby dobrze oczyszczał. Ten radzi sobie bardzo dobrze, świetnie zmywa makijaż, ma łagodny, przyjemny zapach. Jeśli chodzi o działanie na cerę naczynkową to na pewno fajnie współgra z kremem, ale o jego samym działaniu nie napiszę wiele, bo poprawa stanu skóry, którą zauważyłam na pewno w większej mierze stoi po stronie kremu.

Płyn micelarny RedBlocker, znajdziecie tutaj: http://www.i-apteka.pl/product-pol-46018-REDBLOCKER-Plyn-micelarny-200ml.html.






Podsumowując ostatecznie. Krem zdecydowanie polecam, póki co to jeden z lepszych jakie miałam. Co do płynu micelarnego to na pewno jest dobrym uzupełnieniem kremu, ale wątpię, aby używany w pojedynkę miał jakieś szanse na poprawienie stanu skóry naczynkowej.

Oba produkty dostępne na stronie apteki (i-apteka.pl), tutaj: http://www.i-apteka.pl/.