MOJA ZESZŁOROCZNA SESJA Z BRZUSZKIEM

Pamiętam ten dzień tak dokładnie. To była już druga połowa września, więc do ostatniej chwili stresowałam się, czy pogoda nam dopisze. Na szczęście jak na zamówienie świeciło słońce i było cieplutko.

Miało być dziewczęco i naturalnie. Żadnych mocnych makijaży, czy wymyślnych fryzur na głowie. Umalowałam się po prostu jak zwykle. Włosy rozpuściłam i dodałam na szybko kupiony, kwiatowy wianek. Sukienka pożyczona i do dzieła.
W mojej głowie miał być las, ale autorka zdjęć zaproponowała inne miejsce. Miejsce bardzo mi znane i piękne, więc nie wahałam się ani chwili. Dobrze się stało, bo zdjęcia wyszły bardzo klimatycznie i idealnie oddały naturalny efekt, który tak bardzo chciałam uzyskać.

Decyzja o tej sesji była najlepszą, jaką mogłam podjąć. Cudowna pamiątka i żałuję tylko, że nie pomyślałam o tym podczas ciąży z Lilią.
A Wy Kochane, decydowałyście się na taką sesję, a może akurat jesteście przed?










MOJA AKTUALNA PIELĘGNACJA TWARZY - LATO

Cztery pory roku sprawiają, że mamy różne zapotrzebowania dla naszej skóry. Sama osobiście wraz z tym, jak cyklicznie zmienia się pogoda, zmieniam swoje kosmetyki pielęgnacyjne. Moja cera nie jest jakoś bardzo problematyczna, ale widzę, że jej zapotrzebowania są inne wraz ze zmieniającymi się porami roku.
Tak więc kosmetyki w mojej łazience regularnie się zmieniają, choć jest kilka takich, do których lubię wracać, czy takie, które nie zmieniają się przez dłuższy czas.
Pomyślałam, że to fajny pomysł na wpis i dziś pokażę Wam, jak dbam o moją twarz aktualnie, czyli latem.

Jak każda pora roku i lato ma swoje plusy i minusy. Gorące dni i upalnie świecące słońce powodują szybsze starzenie się skóry, czy jej wysuszenie, no ale która z nas nie lubi się, choć chwilę pogrzać i złapać trochę opalenizny, kiedy tak cudnie grzeje.

MOJA LETNIA PIELĘGNACJA TWARZY








PŁYN MICELARNY - LIPOWY
SYLVECO



Oczyszczanie to codzienna podstawa. Na nic się zdadzą jakiekolwiek kremy, jeśli przedtem dokładnie nie oczyścimy naszej twarzy.
Aktualnie, od miesiąca stosuję hypoalergiczny płyn micelarny z Sylveco i przyznam, że jak na pierwszy raz, bardzo go polubiłam i może nie od razu, ale za jakiś czas na pewno kupię go jeszcze raz. Z oczyszczaniem radzi sobie świetnie, choć przed jego użyciem w pierwszej kolejności jeszcze pod prysznicem zmywam makijaż innym produktem. Pachnie dosyć specyficznie, ale delikatnie i ładnie.
Płyn micelarny to takie moje wykończenie oczyszczania twarzy, usunięcie resztek makijażu i odświeżenie cery przed dalszą pielęgnacją.



WODA TERMALNA
URIAGE


O tej porze roku, praktycznie w ogóle nie stosuję kremu na dzień. Jakoś nie lubię i w zasadzie to już się chyba nawet odzwyczaiłam. Mimo wszystko nawilżać skórę warto, a nawet trzeba i tu sprawdza się u mnie woda termalna.
Rano przemywam twarz tonikiem, spryskuję wodą termalną i gotowe. Ta z Uriage jest świetna pod tym względem, że nie trzeba jej zmywać, czy osuszać. Można bez obaw zostawić do wchłonięcia, dzięki czemu wszystkie składniki zostają na naszej skórze. Dobrze nawilża i łagodzi wszelkie podrażnienia.
Na lato to naprawdę świetny kosmetyk i sprawdzi się też w ciągu dnia jako odświeżenie, czy nawilżenie przy wieczornej pielęgnacji.





WITAMINA C
AVA LABORATORIUM


Nie codziennie, ale kilka razy w tygodniu przy porannej pielęgnacji twarzy, po wchłonięciu się wody termalnej, nakładam jeszcze na twarz kilka kropli witaminy C. Główne działanie witaminy C, to spowolnienie procesu starzenia skóry, a dodatkowo sprawia, że jest bardziej promienna i gładka.
Ta konkretna z Avy, na razie jest moją ulubioną. Nie jest droga, a starcza na naprawdę długo.





KREM POD OCZY - KOZIE MLEKO
ZIAJA


Jeśli chodzi o krem pod oczy, to aktualnie zależy mi tylko na tym, aby mocno nawilżyć skórę w tym miejscu.
Ten produkt mam już drugi raz i cały czas się świetnie sprawdza. Krem z Ziaji jest tani, łatwo dostępny i bardzo wydajny dlatego na pewno jeszcze nie raz zdecyduję się właśnie na niego.



SKONCENTROWANE SERUM DO CERY NACZYNKOWEJ
YONELLE - HESPERYDYNA 4


Niezmiennie od pory roku, jeśli chodzi o produkt na noc, zawsze sięgam po coś nowego i przeważnie jest to kosmetyk dedykowany skórze naczynkowej. W pielęgnacji wieczornej jestem najbardziej sumienna, bo nie ukrywam, że rano nie zawsze pamiętam o nawilżeniu skóry, a za to wieczorem nie położę się bez wcześniejszego nałożenia odpowiednich kosmetyków.
To serum, na razie sprawdza się rewelacyjnie i świetnie zastępuje tradycyjny kosmetyk w formie kremu. Jego działanie zapowiada się naprawdę dobrze. Pokładam w nim duże nadzieje i myślę, że polubimy się na dłużej.






A jak jest u Was? Macie stałe ulubione kosmetyki, czy też zmieniacie?

KOSMETYKI OILLAN + KONKURS

Kosmetyki marki Oillan są już dziś dobrze znane, zdecydowanej większości z nas. Sama tę markę odkryłam krótko po narodzinach Lili i od tamtej pory, cały czas jakieś produkty tej firmy znajdują się w naszej łazience.
Dlatego tym bardziej jest mi miło, że mam okazję po raz kolejny je przetestować i wypróbować nowości.
Niedawno trafił do mnie spory zestaw, składający się z: płynu do mycia i kąpieli, emulsji natłuszczającej, balsamu intensywnie natłuszczającego, mleczka nawilżającego, kremu pielęgnacyjnego do twarzy i ciała i kremu na odparzenia.
Po kilkunastu dniach stosowania u dziewczynek, jak i samej, pora podzielić się opinią. Na końcu wpisu jest szansa dla Was na wygranie podobnego zestawu kosmetyków.

KOSMETYKI OILLAN - MED+ / BABY








Produkty, które otrzymałam, pochodzą z dwóch linii pielęgnacyjnych Oillan:
- OILLAN MED+ - to program pielęgnacji skóry dotkniętej schorzeniami dermatologicznymi. Wspomaga procesy regeneracji skóry oraz ogranicza utratę wody, dodatkowo natłuszcza, nawilża i wygładza naskórek. Oillan Med+, to produkty testowane dermatologicznie i alergologicznie pod nadzorem lekarzy klinicznych.
- OILLAN BABY - to hipoalergiczny program pielęgnacji dla noworodków i niemowląt od pierwszych dni życia, zapewniający skuteczną profilaktykę dysfunkcji niedojrzałej skóry. Receptury Oillan Baby bazują na składnikach pochodzenia naturalnego i były testowane z udziałem osób z alergicznymi chorobami skóry.

Tak jak wspominałam wcześniej, do tej pory wiele razy używałam kosmetyków Oillan i na żadnym nigdy się nie zawiodłam, dlatego tym bardziej lubię co jakiś czas do nich wracać.

PŁYN DO MYCIA I KĄPIELI
OILLAN BABY
Cena: 26,55 zł / 200 ml


MOJA OPINIA:
Używamy go do codziennej kąpieli Dalii i co jakiś czas u Lili. Stosuję go różnie, zarówno dodaję do wody, jak i myję skórę, nakładając go bezpośrednio. Płyn ma bardzo delikatny zapach, w wodzie tworzy delikatną piankę. To właśnie do tego kosmetyku wracam najczęściej.

EMULSJA NATŁUSZCZAJĄCA
OILLAN BABY
Cena: 26,55 zł / 200 ml


MOJA OPINIA:
Tego typu kosmetyki to podstawa u obu dziewczynek. Dalia, jak i Lilia zmagają się z przesuszoną skórą i u obu stosujemy raz w tygodniu kąpiel z dodatkiem właśnie takiej emulsji. Płyn sprawia, że kolor wody zmienia się na mleczny i jest ona dosyć tłusta. Różnica w skórze widoczna natychmiastowo. Jest tak nawilżona, że używanie balsamu jest tego, a nawet następnego dnia całkowicie zbędne.

MLECZKO NAWILŻAJĄCE
OILLAN MED+
Cena: 24,00 zł / 200 ml


MOJA OPINIA:
Używamy po każdej kąpieli, czy prysznicu z dodatkiem płynu do mycia. Mleczko Oillan bardzo dobrze nawilża, świetnie się rozprowadza, szybko wchłania i pięknie delikatnie pachnie. Sam zapach utrzymuję się nawet na drugi dzień.

BALSAM INTENSYWNIE NATŁUSZCZAJĄCY
OILLAN BABY
Cena: 21,85 zł / 200 ml


MOJA OPINIA:
Mleczko z serii Baby dla dziewczynek, a balsam z Med+ dla mnie. Akurat ten produkt od Oillan miałam okazję używać po raz pierwszy, ale polubiłam go od pierwszego użycia. Największy plus to jak dla mnie szybkie wchłanianie. Po kąpieli mogę się od razu ubrać, bez obaw, że balsam wytrze się w ubrania.

KREM PIELĘGNACYJNY DO TWARZY I CIAŁA
OILLAN MED+
Cena: 26,55 zł / 75 ml


MOJA OPINIA:
Kremem dzielimy się wszystkie trzy. Przy dziewczynkach stosuję go dosyć często, a i sama też lubię co jakiś czas po niego sięgnąć. Idealny do twarzy, jak i na suche partie na ciele. Przesuszone dłonie, czy łokcie to przy nim już żaden problem. W krótkim czasie niweluje problemy przesuszonej skóry.

KREM NA ODPARZENIA
OILLAN BABY
Cena: 17,95 zł / 40 ml


MOJA OPINIA:
To taki nasz awaryjny produkt, po który na szczęście często nie musimy sięgać. Niestety, kiedy jednak już pojawiają się jakieś pieluszkowe problemy, to sprawdza się idealnie.

UWAGA!
Razem z marką Oillan mamy dla Was konkurs.
Do wygrania będzie zestaw kosmetyków marki Oillan, ufundowany przez Oillan, w których skład wchodzą:
- płyn do mycia i kąpieli Oillan Baby
- mleczko nawilżające Oillan Baby
- krem pielęgnacyjny do twarzy i ciała Oillan Baby
- emulsja Oillan Med+
Wystarczy, że w komentarzu pod tym postem, odpowiesz na poniższe pytanie. Po zakończeniu konkursu, spośród wszystkich zgłoszeń wybiorę jedną osobę, do której trafi nagroda.
Konkurs trwa do 4 lipca 2017 (do północy) , a wyniki ogłoszę tutaj, w ciągu trzech dni od zakończenia.
Powodzenia dla wszystkich :).

KONKURS - WYGRAJ ZESTAW KOSMETYKÓW OD OILLAN
JAK DBASZ O SKÓRĘ SWOJEGO DZIECKA?


REGULAMIN: REGULAMIN KONKURSU OILLAN & ALINADOBRAWA.

Konkurs zakończony! Wygrywa Pani MAGDALENA BANEK.
Serdecznie gratuluję i proszę o kontakt mailowy.

Aktualnie jest też prowadzona akcja promocyjna marki Oillan - "OILLAN KUPUJESZ, PODWÓJNIE ZYSKUJESZ". Szczegóły: TUTAJ.
Warto się z tym zapoznać, bo to spora promocja, a zostały już tylko 3 dni do końca.


O MOIM DRUGIM PORODZIE

Osiem miesięcy temu na świat przyszła Dalia. Mimo panicznego strachu, który towarzyszył mi do samego końca, poród okazał się niesamowicie pozytywnym wydarzeniem. Z Lilką tak naprawdę nie było najgorzej, ale dopiero przy Dalii przekonałam się, że poród można przeżyć tak cudownie i przede wszystkim tak świadomie.
Wspomniany już strach towarzyszył mi praktycznie przez całe 9 miesięcy. Wiedziałam dokładnie, co mnie czeka i jakoś nie uśmiechało mi się ponownie to przeżywać.
Na szczęście wraz z upływającym czasem moje nastawienie zaczęło się powoli zmieniać. Wspomnienie pierwszego porodu starałam się jak najbardziej przełożyć na plus. Mimo wszystko gdzieś z tyłu głowy nadal niesamowicie się bałam.

To była problemowa ciąża. Cztery pobyty w szpitalu, strata jednego bliźniaka, dużo strachu i nerwów. Dotrwanie do 40 tygodnia była ogromną ulgą, ale już w zasadzie od 37 tygodnia z nadzieją wyczekiwałam jakichkolwiek oznak, że to już. Tak samo, jak ponad trzy lata temu poród zaczął się nad ranem, trzy dni po terminie.


Pierwszy mocniejszy skurcz obudził mnie w środku nocy. Chciałam czekać z nadzieją, że lada chwila nadejdzie kolejny, ale zasnęłam, nawet nie wiem kiedy.

Ponowny skurcz obudził mnie już nad ranem. Ciągle będąc w łóżku, po 15 minutach nadszedł kolejny, potem po 12 następny i po 20 minutach jeszcze jeden.
Trochę zwątpiłam w tę nieregularność, bo przecież przy Lili było idealnie co 10 i 12 minut, a tu takie przeskoki. Wstałam i bez większych zmian. Skurcze w odstępie od 8 do nawet 25 minut. Jedynie to, że były tak wyczuwalne, dawało mi do myślenia. Mało przekonana postanowiłam, że jednak pojedziemy do szpitala. Mimo sporej odległości od placówki (35 km) wcale mi się nie spieszyło. Na spokojnie wzięłam kąpiel, umyłam włosy i sprawdziłam torbę. Na tak spokojnym szykowaniu zleciało sporo czasu i wyjechaliśmy z domu dopiero o 13.00. Wcześniej zjadłam coś na szybko i pożegnałam się z Lili, bo wiedziałam, że nawet jeśli nie urodzę to i tak już mnie do domu nie puszczą.
Tak jak w domu cały czas nachodziły mnie skurcze, tak przez całą podróż autem wszystko dosłownie ustało. Przez prawie godzinę nie poczułam ani jednego skurczu. Byłam pewna, że wszystko ucichło i był to fałszywy alarm. Chciałam już nawet zrezygnować, ale stwierdziłam, że skoro i tak jestem 3 dni po terminie, to może warto już zostać w tym szpitalu i być pod stałą opieką.
Wejście do budynku szpitala automatycznie spowodowało powrót skurczy :). Śmiesznie to brzmi, ale dokładnie tak było. Całą drogę cisza, a wystarczyło wejść do szpitala i wszystko wróciło do normy. Mimo tak długo już trwającej akcji skurczowej dalej cały czas były one nieregularne.

Przyjęcie do szpitala poszło błyskawicznie. Początkowo oczywiście trochę wypełniania dokumentów, a zaraz po tym natychmiastowa konsultacja i badanie u lekarza, które potwierdziło, że poród jak najbardziej się zaczął. 10 minut później byliśmy już w naszej sali porodowej. Piękna, nowa sala do porodu rodzinnego. Tak jak za pierwszym razem, zdecydowaliśmy się oczywiście na wspólny poród.

Po położeniu się na porodówce, czyli gdzieś po 15.00, skurcze mimo ciągłej nieregularności, sporo już przybrały na sile. Krótko po podłączeniu do KTG, na moment był problem z tętnem, przez co wezwano lekarza. Zaczęły padać hasła o cesarskim cięciu, co ogromnie mnie przeraziło, ale dzięki temu, że szybko wszystko wróciło do normy i zapis z KTG zaczął się poprawiać, podjęto decyzję, żeby czekać, obserwować i za kilka godzin podjąć decyzję. Lekarz miał wrócić za jakiś czas i zdecydować. Minęły dwie godziny, które dla mnie trwały może z 30 minut. Praktycznie cały ten czas przeleżałam, Michał siedział obok. Często zaglądała do nas położna lub któraś ze studentek, ale ogólnie starano się jak najwięcej zostawiać nas samych. KTG cały czas wychodziło idealnie, więc spokojnie liczyłam, że pozwolą nam rodzić naturalnie.
Lekarz zajęty jednym cięciem, za drugim nie bardzo miał czas, żeby do nas zajrzeć.
Skurcze tak przybrały na sile, że zdecydowałam poprosić o znieczulenie, a że historia lubi się powtarzać, to okazało się, że już za późno, bo poród się rozpoczął. Chyba nikt, w tym ja sama nie spodziewał się, że tak szybko urodzę. Sama osobiście liczyłam, że może coś się ruszy w nocy, a tu nagle położna oznajmia, że nie czekamy na lekarza, tylko zaczynamy.
Przeszedł mnie ogromny strach. Znowu wszystko zaczęło się dziać za szybko. Ledwo pozbierałam się po tym, ze w ogóle jestem na porodówce, a tu już zaczyna się cała akcja. Przyjemny, przyciemniony pokój tylko dla nas, szybko zamienił się w jasną salę pełną sprzętów i położnych gotowych na powitanie naszego dziecka.
Położnej lepszej nie mogłam sobie wymarzyć. Cudownie poprowadziła mnie przez cały poród. Widziała moją panikę i chyba dobrze wiedziała jak postępować i co mówić, żeby choć trochę uspokoić, to co działo się w mojej głowie. Sama pozwoliła mi zdecydować, czy wolę rodzić dłużej bez nacięcia, czy szybciej z nacięciem. Wybrałam pierwszą opcję. Zaufałam jej i to była dobra decyzja. Dokładnie mówiła co mam robić, jak oddychać, jak przeć, a ja dokładnie spełniałam jej polecenia.

Tak właśnie po 4 parciach o 18.50 urodziła się Dalia. Łzy szczęścia płynęły po policzkach, a ja znów poczułam ten cudowny stan.

Poczułam przede wszystkim tę niesamowitą ulgę. Dumę, że zostałam mamą. Szczęście, że poród odbył się bez komplikacji, że trwał tak krótko.
Nawet nie sądziłam, że poród może być tak miłym przeżyciem. Mimo całego tego bólu udało się przeżyć to w taki magiczny sposób.

Przez 2 godziny pozwolono nam nacieszyć się tą piękną chwilą. Mimo ogromnego zmęczenia czułam, jak nachodzą we mnie nowe siły, gotowe do działania.

Po wizycie pediatry Dalijkę zabrano na oddział noworodkowy. Ja miałam czas na zmianę sali i kilka godzin na odpoczynek, zjedzenie kolacji i sen.
W nocy Dalunia wróciła do mnie, a po trzech dniach razem opuściłyśmy oddział.

Pisząc ten wpis, cały czas mam na twarzy uśmiech. Wcześniej w życiu, nawet bym nie pomyślała, że można tak niesamowicie przeżyć poród, że może być on wspomnieniem, do którego chce się wracać.

Każdej przyszłej mamie życzę takich narodzin jej maluszka.


TYDZIEŃ PROMOCJI KARMIENIA PIERSIĄ

Aktualnie trwa, a w zasadzie to już się niestety kończy, tydzień promocji karmienia piersią, który w tym roku dokładnie przypadł na tydzień - 26.05-01.06.2017.

Przy Lili nie udało nam się z karmieniem. Próbowałam, zobaczyłam co i jak, ale skończyło się po miesiącu. Nie chcę rozpamiętywać i się obwiniać, ale z dzisiejszą wiedzą wiem, że kryzys, który mnie wtedy dopadł był do przejścia. Dziś poradziłabym sobie bez problemu, no ale wtedy nie wiedziałam. Nie wiedziałam i po prostu odpuściłam. Nie było nikogo, kto by podpowiedział i pokazał co i jak. Nikt sam nie pomógł, ale i ja tej pomocy nie poszukałam. Przyjęłam wszystko tak, jak się wydarzyło. Trudno, czasu nie cofnę.
Dzięki tamtej porażce sporo się dowiedziałam i przy Dalii sprawy wyglądały już zupełnie inaczej. Przede wszystkim ja z większą wiedzą i determinacją, że chcę karmić, rozpoczęłam całą przygodę z karmieniem.

Trzeba chcieć.
No właśnie, bo po pierwsze to trzeba chcieć. Nic nam nie pomoże, jeśli gdzieś tam nie do końca czujemy, że to karmienie jest dla nas, że tego chcemy. Nie będziemy się wtedy tak starać, czy szukać pomocy, kiedy pojawią się problemy.

Podejście.
Karmienie siedzi w głowie! Nic dodać, nic ująć. Naprawdę.
Gdy urodziła się Lili, ciągle byłam zestresowana. Dosłownie bałam się karmienia. Tego, czy mi wyjdzie, czy zrobię to dobrze. No i wyszło, jak wyszło.
Teraz kiedy urodziła się Dalia, do wszystkiego podeszłam z wielkim spokojem i opanowaniem. Wiedziałam już, że początek będzie trudny i trzeba go po prostu przetrwać, żeby potem było cudownie.

Dzięki temu wszystkiemu mogę teraz korzystać i cieszyć się z tego ile daje nam obu karmienie piersią.
Mam nadzieję, że nasza wspólna przygoda potrwa jeszcze bardzo długo. Dalka uwielbia, co jest najważniejsze i ogromnie mnie cieszy.
Ja nie mogę się wprost nacieszyć, kiedy tak się we mnie wpatruje, trzyma bluzkę małymi rączkami. Przede wszystkim bardzo doceniam to, jak przy piersi szybko potrafi się uspokoić. Po prostu lek na całe zło.