PÓŁ ROKU

Cztery dni temu w Wielką Sobotę, Dalia skończyła pół roku. Powtórzę się nie pierwszy raz, ale naprawdę niesamowicie szybko upłynął mi ten czas. Sześć miesięcy i z malutkiego okruszka wyrasta nam cudowna i pogodna dziewczynka.

To było piękne pół roku. Świetnie czuję się jako podwójna mama. Przybyło wiele obowiązków i pracy, ale ze spokojem idzie wszystko zorganizować i pogodzić. Skłamałabym pisząc, że nie ma zmęczenia, czy gorszych dni, ale uśmiech tej małej istotki sprawia, że wszystkie te gorsze momenty nie mają większego znaczenia.

Skończone sześć miesięcy to dobry czas na rozszerzanie diety, ale nie spieszymy się. Pierwszy posiłek, czyli w naszym przypadku padnie na marchewkę, planujemy na początku maja. Do tego czasu, ciągle tylko moje mleczko, przy karmieniu na żądanie.
Z wagi urodzeniowej 2900 g, dziś mamy już 7 kg.
Rozwojowo Dalka jest bardzo podobna do siostry i tak samo, jak w jej przypadku, na pół roczku numerem jeden jest przekręcanie się pleców na brzuszek i na odwrót.
Nasza mała dziewczynka uwielbia się przytulać. Nie ważne, czy się ją nosi, czy trzyma na rękach, ważne tylko, żeby być blisko. W tej sytuacji zbawieniem okazała się dla mnie chusta, którą i Dalia uwielbia.

Dalia wiele wniosła w nasze życie. Minęło pół roku, a dziś już dosłownie nie pamiętam, jak to było bez niej.


SPACEROWE LOVE

Jeszcze kilka lat temu w życiu bym nie pomyślała, że spacery staną się czymś, co aż tak bardzo polubię.
Od zawsze byłam typem domatora. Bez względu na porę roku i pogodę, to właśnie w domowym zaciszu najbardziej lubiłam spędzać wolny czas. To nie tak, że z domu nie wychodziłam :). Przebywanie na ogrodzie jak najbardziej, ale spacerowanie to już średnio.

Od narodzin Lili wszystko się oczywiście zmieniło. Spacer stał się moim codziennym obowiązkiem. No właśnie obowiązkiem, bo choć trochę polubiłam taką formę spędzania czasu, to jednak dalej wychodziłam raczej z obowiązku niż całkowitej przyjemności. Lili sporo czasu spędzała na powietrzu, ale bardziej wolałam zabierać ją na ogród niż długie wędrówki.

Wraz z przyjściem na świat Dalii, wszystko się zmieniło. Po prostu tak nagle polubiłam spacery. Dziś zrobić z wózkiem 10 kilometrów to żaden problem, a wręcz sama przyjemność.
Ogromnie cieszę się, że zima się skończyła i w końcu się ociepliło. Aktualna pogoda nie zachęca, ale wiele wypraw już za nami, a przecież pełno jeszcze przed nami :).
Niezmiennie najwięcej czasu spędzamy w lasach. Zwiedzamy wszystkie pobliskie. Odkrywamy nowe miejsca i ścieżki. Zawsze mam ze sobą aparat, żeby uwieczniać nasze wspólne momenty i cały czas zmieniającą się przyrodę :).
Świerze powietrze, cisza i spokój. Tak właśnie mijają nasze dni z Dalią.




















MIĘDZY NAMI KOBIETAMI

Kobiecość - myślałyście, kiedyś nad tym? Co w ogóle oznacza dla nas to słowo? Dla mnie kobiecość, to przede wszystkim bycie mamą. Macierzyństwo to dla mnie najlepsze odzwierciedlenie kobiecości. Poza tym mając na myśli kobiecość, mam przed oczami kobietę zadbaną, pewną siebie no i oczywiście z uśmiechem na twarzy.
Szczęśliwa kobieta to ta, która w pełni akceptuje siebie.

Ale jak to właściwie jest z tą akceptacją nas kobiet, a w szczególności właśnie Polek?
Badania przeprowadzone na zlecenie marki Tymbark pokazują, że aż 73% z nas chciałaby coś zmienić w swoim wyglądzie. Z badań wynika również, że najbardziej niezadowolone ze swojego wyglądu są młode dziewczyny. Co ciekawe, jak się okazuje, im więcej lat nam przybywa, tym bardziej zaczynamy się akceptować. Rzeczywiście coś w tym jest, bo kiedy sama miałam 20 lat, podchodziłam bardzo krytycznie do swojego wyglądu. Teraz akceptuję to, jaka jestem.
Akceptuję siebie.

Jak to właściwie jest z tym ładnym wyglądem?
Piękne jesteśmy przecież wszystkie, tylko nie każda z nas potrafi, czy ma czas, żeby o to piękno się zatroszczyć, a przecież wcale nie potrzeba wiele. Wcale nie chodzi o modne ciuchy, buty, czy piękny makijaż. Zadbane włosy, cara, czy dłonie to przecież nasza wizytówka.

Jak dbać o swój wygląd na co dzień?
Kosmetyki to jedno, ale podstawą jest zdrowa dieta - bogata w warzywa i owoce, które powinny stanowić podstawę wszystkich posiłków.
A co poza domem? Wtedy warto sięgać po soki. Sama podczas spacerów najczęściej piję właśnie soki i to te przecierowe. Połączenie marchwi z owocami to moje ulubione smaki.
Soki marchwiowo-owocowe, które zawierają beta-karoten z marchwi oraz witaminy C i E pozytywnie wpływają na nasze zdrowie, oraz wygląd skóry, włosów i paznokci, czyli właśnie to, co najbardziej odzwierciedla naszą kobiecość.
Warto małymi krokami codziennie dbać o siebie, dostarczając zdrową dawkę witamin.





A Wy lubicie soki przecierowe?

KORA DĘBU, CZYLI IDEALNA POMOC PRZY PODRAŻNIONEJ SKÓRZE

Cudowne działanie naparu z kory dębu odkryłam ponad trzy lata temu, kiedy to jeszcze Lili była malutkim niemowlakiem. To właśnie ten naturalny sposób, poradziła nam położna, kiedy to po podaniu Lili antybiotyku, zaczęło ją bardzo mocno wysypywać pod pieluszką.
Wcześniej straciliśmy sporo czasu na próby zwalczenia tego problemu różnymi maściami i kremami. Kompletnie nic nie chciało pomóc i dopiero wspomniany napar z kory dębu przyniósł niesamowitą poprawę i ulgę. Znaczne polepszenie było widać już pierwszego dnia od zastosowania.

Nie wiem, dlaczego ten post nie powstał już dużo wcześniej. O korze dębu zwyczajnie zapomniałam, ale wróciliśmy do niej na nowo kilka tygodni temu, kiedy podobny problem z podrażnioną skórą pojawił się u Dalii. Tym razem już nie traciłam czasu na szukanie i od razu, kiedy skóra zaczęła robić się czerwona, zaczęłam przemywać ją, naparem z kory. Oczywiście tak jak poprzednio poprawa była widoczna niemal natychmiastowo.

Jak przygotować?
Zwyczajnie zalać 2 torebki, szklanką wrzącej wody. Odczekać do przestygnięcia.
W letnim naparze nasączyć płatek kosmetyczny i przemywać kilka razy dziennie podrażnione miejsca.

W czasie problemów ze skórą u maluszków (zwłaszcza tych najmłodszych), oprócz zastosowania kory dębu, warto na ten czas zrezygnować z używania chusteczek nawilżających, różnego rodzaju kremów no i w razie możliwości dużo wietrzyć podrażnione miejsca.


Dodatkowo wspomnę, że kora dębu jest pomocna nie tylko przy stanach zapalnych skóry. Świetnie sprawdza się też przy:
- przetłuszczających się włosach (tylko ciemnych) - z kory dębu robimy płukankę
- nadmiernej potliwości
- oparzeń i odmrożeń
Tak więc naprawdę, warto mieć ją w domu, a dostaniemy ją przeważnie w każdej aptece za kilka złotych.

OSTATNIE TAKIE DNI

W końcu zima zaczyna odpuszczać i ustępować miejsca wiośnie. Nie powiem, lubię te chłodniejsze dni, ale tegoroczna zima jakoś mnie zmęczyła.
Ostatnie dni były już zdecydowanie na plus. Słońce i temperatura powyżej 10 stopni pozwoliły w końcu wyjść bez kurtki. Miniony weekend upłynął nam z Dalią na wyczekanych długich spacerach. W powietrzu czuć było nadchodzące ciepło i wcale nie chciało się wracać do domu. Dziś ta weekendowa pogoda jest wspomnieniem, ale podobno aktualne ochłodzenie to już to ostatnie :).
Mimo ciepła i słoneczka w przyrodzie jeszcze nie widać zbytnio wiosny, ale już powolutku wszystko zacznie się budzić do życia.
Wiosno, czekam!

 






CIĄŻOWY BRZUSZEK TYDZIEŃ PO TYGODNIU

Ciąża to taki cudowny, dla nas kobiet stan. Wiem, że nie wszystkie się ze mną zgodzicie, ale dla mnie osobiście, nie ma chyba rzeczy bardziej niezwykłej, niż właśnie to, jak w naszym ciele powstaje i rozwija się mały człowiek, nasz mały cud.
Mimo wszystkich problemów, z jakimi przyszło mi się zmierzyć, obie moje ciąże wspominam bardzo pozytywnie i w ogóle lubię często myślami wracać właśnie do tego czasu.

Rośniemy, kilogramy przybywają, ale czy któraś z nas się tym przejmuje? To chyba jedyny czas w życiu kobiety, kiedy te wszystkie zmiany tak bardzo nas cieszą. Przecież dobrze wiemy, jaki jest wspaniały cel i finał tego wszystkiego.

Trzy lata temu, kiedy urodziła się Lili, żałowałam nie tylko zakończenia ciąży, ale i tego, jak mało miałam zrobionych zdjęć z tego okresu. Od razu obiecałam sobie, że przy kolejnym maleństwie będzie inaczej. Słowa dotrzymałam.
Na uwiecznienie rosnącego brzuszka tydzień po tygodniu, miałam kilka pomysłów. Ogólnie miało być bardziej profesjonalnie, ale byłam zdana tylko na siebie i dodatkowo bez statywu, więc wyszło właśnie tak i taką oto mam pamiątkę. Cudownie widać jak rosła Dalia w brzuszku, a o to przecież najbardziej mi chodziło :). Jakość w sumie przestała mieć znaczenie.
Zabawę zaczęłam z początkiem drugiego trymestru, bo dopiero wtedy brzuszek zaczął się zmieniać. Sukcesywnie, raz w tygodniu dodawałam kolejne zdjęcie i tak do samego końca.

Bardzo lubię te zdjęcia, wracać do nich co jakiś czas i przeglądać. Mam też nadzieję, że ten wpis będzie fajną i pomocną podpowiedzią dla przyszłych mam, o tym, jak zmienia się brzuszek w ciąży.






Kochane, a Wy robiłyście lub aktualnie robicie zdjęcia z każdego tygodnia Waszej ciąży?

CHRZEST ŚWIĘTY DALII

Po raz drugi zimowo i po raz drugi krótko po Świętach Bożego Narodzenia. Dalia, tak jak trzy lata temu jest starsza siostra, przyjęła Chrzest Święty.
Decyzję podjęliśmy my, rodzice. Jeśli kiedyś wybiorą inną drogę, ich sprawa, ale teraz decydujemy ja i Michał i postanowiliśmy, aby tak jak my i one zostały ochrzczone.

Ja osobiście nie wdaję się w to, kto chrzci swoje dziecko, a kto nie. Niech to będzie decyzja rodziców, której nikt nie powinien podważać i komentować.

Tak, jak w przypadku Lili, tak i teraz nie robiliśmy z tego powodu wielkiej uroczystości, ale chcieliśmy uczcić to wydarzenie, choć małym poczęstunkiem dla najbliższych. Najbliższych zebrało się prawie 20 osób, więc pozostało nam tylko rezerwować miejsce w restauracji. To była dobra decyzja, bo nie musiałam martwić się żadnym gotowaniem, przygotowaniami, czy sprzątaniem. Było miło i przyjemnie.
Dalia głównie przespała swój dzień, a Lili szczęśliwa w towarzystwie innych dzieci.














TRZYMAM ZA RĘKĘ

Po raz drugi przechodzę przez ten cudowny etap macierzyństwa. Etap, kiedy maluszek jest niemowlęciem, które tak bardzo potrzebuje mamy.
Dziecko oczywiście zawsze potrzebuje drugiej osoby, ale zdecydowanie tylko z początku potrzeba bliskości jest tak silna.

Przytulenie mamy jest ukojeniem na wszystko. Każdy płacz, czy strach uspokoją moje ramiona, mój dotyk, i ciche szeptanie do małego uszka.
Bezgranicznie uwielbiam ten etap. Czas, kiedy do woli mogę nosić, przytulać i być z nią tak blisko. Wiem, że lada moment zacznie ją interesować pełno innych ważniejszych spraw i zabaw. Wiem, że zacznie mi umykać i wiem też, jak bardzo będę tęsknić za tym, co jest właśnie teraz.

Jednym gestem bliskości daję do zrozumienia tej małej istotce, że jestem obok, że może czuć się bezpiecznie.
To jest właśnie niesamowita moc rodziców. Dotykiem ukoić każdy lęk.

Pewnie dobrze wiecie, jak cenię i uwielbiam to, że jestem mamą, że mam dwie cudowne córki. Codziennie tuląc Dalię czuję, że tak właśnie miało być, że tak chciałam. Trzymam za rękę moje największe szczęście. To, co najważniejsze mam najbliżej siebie.