KALENDARZ ADWENTOWY 2017 - DIY

Tak, jak w zeszłym roku, tak i teraz, przychodzę do Was z naszym kalendarzem adwentowym. Co prawda, czasu jest już bardzo mało, ale jeśli uda się kogoś zainspirować, to na pewno jeszcze zdążycie. Mój w całości wykonałam w jakieś 3 godziny.
Wszystkie akcesoria też nie stanowią problemu i będą dostępne w większym sklepie papierniczym.
Tutaj jeszcze możecie podejrzeć ten z zeszłego roku - KALENDARZ ADWENTOWY 2016. Tegoroczny jest zdecydowanie szybszy i łatwiejszy w zrobieniu :).

W tym roku postawiłam na czas. Bardzo chciałam zrobić kalendarz dla Lili sama, ale już nie tak pracochłonny, jak ten rok temu. Opakowania musiały być gotowe i po krótkich poszukiwaniach znalazłam czerwone torebeczki, które fajnie nawiązują do worka Św. Mikołaja. Do tego wstążki, trochę ozdób i gotowe.

KALENDARZ ADWENTOWY - DIY

POTRZEBUJEMY:
- czerwone torebeczki - 24 szt.
- wstążki do wiązania torebek
- biały pisak
- świąteczne ozdoby
- sznurek jutowy

WYKONANIE:
No cóż. Po prostu wkładamy adwentowe drobiazgi do torbeczki i związujemy :). Wiązanie zrobiłam ozdobną wstążką. Torebeczki ozdobione są świątecznymi akcentami. Wybrałam naklejki choinek i malutkie pomponiki. Numer danego dnia napisałam białym pisakiem.
Wszystkie torebeczki zawisły na sznurku jutowym (przywiązane wstążką), na ścianie u Lili w pokoju. Na koniec zawiesiłam światełka, które nadają fajnego klimatu i pięknie zdobią cały kalendarz.

W środku kalendarza znalazło się 12 figurek zwierzątek, 5 batoników z Kinder czekolady, 5 cukierków i dwie Kinder Niespodzianki.
Całość kalendarza (akcesoria i upominki) wyszła mnie około 35 zł.





 











PIELUSZKI MUUMI BABY - PRZYJAZNE SKÓRZE DZIECKA I ŚRODOWISKU

Już dawno nic Wam nie polecałam, więc dziś pora na małą recenzję i będzie coś nowego, bo o pieluszkach, a tego tematu tu jeszcze nie było.

Przy Dalci ciągle coś zmieniam. W temacie kosmetyków, pieluszek, butelek, praktycznie wszystkiego. Ciągle szukam czegoś nowego, testuję i sprawdzam.
Z Lili tak nie było. Miałam ulubione marki i praktycznie cały czas się ich trzymałam. Z upływem czasu, zdecydowanie wolę jednak zmieniać produkty. Jest oczywiście kilka takich, których nigdy nie zmienię, ale w kwestii kosmetyków, czy właśnie pieluszek myślę, że przy tak ogromnym wyborze, jaki dziś mamy, warto szukać i testować różne produkty.

PIELUSZKI JEDNORAZOWE EKOLOGICZNE
MUUMI BABY
Cena: 80,00 zł / 46 szt.


Niedawno trafiły do nas pieluszki ekologiczne od MUUMI BABY. Ich nazwa pochodzi oczywiście od kultowej, znanej wszystkim bajki "Muminki".
Pieluszki przyjazne środowisku, których wyprodukowanie z wysokiej jakości czystych surowców zostało potwierdzone certyfikatem - Nordic Eco Certifikat, oraz zarekomendowane przez Organizację ds. Zwalczania Alergii i Astmy. Wszystkie pieluszki MUUMI BABY są produkowane tylko w Finlandii.
Producent zapewnia, że przy produkcji pieluszek nie użyto surowców alergogennych, oraz że są całkowicie pozbawione chloru, ponieważ do bielenia zawartej w nich celulozy, użyto tlenu. Sama celuloza użyta przy ich produkcji pochodzi wyłącznie z lasów certyfikowanych, wycinanych pod kontrolą i zgodnie z wymogami ochrony środowiska.
Pieluszki są odpowiednie dla wszystkich dzieci, ale szczególnie dla tych z problemami skóry atopowej i wrażliwej.
Do mnie przemawia.

Co ja, jako mama mogę o nich napisać?
Oczywiście pierwsze co mnie urzekło to ich wygląd. MUUMI BABY sprawiło, że nawet zwykła pieluszka dla maluszka może wyglądać po prostu ładnie, a śliczne postacie Muminków tylko dodają im większego uroku.
Pieluszki są złożone do niewielkich rozmiarów, przez co wygodnie je przechowywać, a tym bardziej mało miejsca zajmują w torbie, kiedy je ze sobą zabieramy.
No dobrze, to tyle, jeśli chodzi o wygląd. Tak jak pisałam, pieluszki są śliczne, ale przecież to nie wygląd jest tu najważniejszy :). Przeciekają? Nie, zakładam je Dalce w ciągu dnia, jak i na noc i w żadnej sytuacji nie zdarzyło się, żeby przeciekały. Zatrzymują, to co zatrzymać powinny. Szybko się je rozkłada i zakłada. Po założeniu trzymają się dobrze, rzepy nie odklejają się i nawet mocno nasiąknięta zostaje tam, gdzie powinna. W ciągu dnia, jeśli zdarzy się, że pieluszka dłużej nie jest zmieniana, bardzo dobrze pochłania zapach. Co jakiś czas zdarzą się u Dalki odparzenia, podczas stosowania pieluszek MUUMI BABY nic takiego się nie dzieje.

Dalia aktualnie waży 9 kg i rozmiar 4 (7-14 kg) jest idealny. Myślę, że jeszcze z miesiąc, góra dwa i trzeba będzie już przejść na piątki.













Osobiście bez żadnego zastanowienia mogę je Wam polecić. U nas naprawdę się sprawdzają.
Całą ofertę oraz listę sklepów, w których można zakupić produkty MUUMI BABY, znajdziecie na http://muumibaby.pl/.

ROK DALII

Miesiąc temu świętowaliśmy roczek naszej Daleczki. Za nami piękny rok, który upłynął niesprawiedliwie szybko.

Rok czasu i z malutkiego niemowlęcia wyrasta coraz więcej rozumna dziewczynka. To niebywałe jak wiele przez ten czas zmienia się u dziecka. Jak wiele potrafi się nauczyć i jak bardzo się zmienia przez te 12 miesięcy.

Jako że Dalia jest naszym drugim dzieckiem, ciągle z tylu głowy porównuję jej rozwój, z tym, jak było u Lili. No i jest zupełnie inaczej, bo dziewczynki bardzo się różnią między sobą i to w zasadzie chyba pod każdym względem.
Dalia jest dosyć drobnej budowy. Na rok jej waga pokazywała nieco ponad 8,5 kg, a długość to 73 cm. Ząbki są w komplecie jedynek i dwójek.
Dalka lubi jeść, choć nie jest, aż takim łasuchem jak jej starsza siostra o tym samym czasie. Lubi nowe smaki, je z nami wszystkie posiłki, ale wystarczy jej niewiele, żeby była najedzona. Nadal też karmimy się piersią, choć coraz rzadziej. W ciągu dnia jest to jakieś 3 razy i 1-2 razy w nocy. Po kolacji i nad ranem dostaje butelkę mleka modyfikowanego.
W temacie rozwoju numerem jeden jest ostatnio powtarzanie przez Dalkę tego, co jej pokazujemy, czy uczymy.
Dalcia jest niezwykle energicznym dzieckiem. Lili była bardzo spokojna, więc teraz przy tym małym łobuziaku mamy sporą odmianę :).
Niezmienna jest u naszej dziewczynki potrzeba bliskości. Na rękach mogłaby spędzić cały dzień. Nie lubi, kiedy znikamy jej z oczu.
Dla porównania wpis o roczku Lili: 12 MIESIĄC Z ŻYCIA LILI.



PIERWSZY ROK PRZEDSZKOLA

Za nami pierwszy rok, kiedy Lili uczęszczała do przedszkola. Nie będę ukrywać, że półtora roku temu, kiedy byliśmy przed podjęciem decyzji, o tym, czy w ogóle ma pójść, byłam pełna strachu i obaw. Szczerze, to bałam się puścić ją w świat. Trzy lata spędzone ze mną w domu zrobiły swoje i ciężko było mi, jako mamie nagle się z nią rozstać.
Jednak obserwowanie Lili pokazało mi, że to już najwyższy czas na puszczenie jej do dzieci. Było widać, że moje towarzystwo przestało jej wystarczać i choć bym stanęła na głowie z wymyślaniem jej zajęć, to nie zastąpię jej tak potrzebnego kontaktu z rówieśnikami. Odnajdywała się w towarzystwie innych dzieci. Była chętna do wspólnych zabaw, czy choćby, po prostu rozmów i spędzania czasu w ich towarzystwie.
Gołym okiem było widać, że to najlepszy czas, żeby posłać ją do przedszkola.

Początkowo w ogóle nie było w naszym mieście szans na przedszkole publiczne dla 3-latków. Pierwszeństwo w miejscach miały dzieci rok starsze. Na szczęście tuż przed wakacjami, jedna ze szkół podstawowych otworzyła swój oddział przedszkolny z naborem dla trzy i czterolatków. Dni otwarte upewniły nas w decyzji, że chcielibyśmy, żeby Lilka właśnie tam trafiła. Tym bardziej ucieszyłam się, kiedy jej nazwisko znalazło się na liście dzieci przyjętych.

Już po kilku pierwszych tygodniach miałam potwierdzenie, że decyzja o pójściu Lili do przedszkola był słuszna.
Lilka zmieniła się niesamowicie. Naprawdę, nawet gdybym chciała, to nie znajdę, ani jednego negatywu.
- ROZWÓJ - to zdecydowanie największy plus. Lilka w krótkim czasie od rozpoczęcia przedszkola, bez większych problemów zaczęła opowiadać wierszyki, śpiewać piosenki. Naprawdę nie raz przysłowiowo opadała mi szczęka, kiedy nagle zaczynała śpiewać piosenkę, która zdawała się nie mieć końca. Długie wierszyki, ogromna poprawa w rysowaniu, czy innych pracach manualnych.
- SAMODZIELNOŚĆ - oczywiście dziecko zapisane do przedszkola publicznego w pewnym stopniu musi już być samodzielne i tak też było z Lili. Jedzenie, czy toaleta nie sprawiały jej najmniejszego problemu, a w przedszkolu świetnie podszkoliła się np. w samodzielnym ubieraniu.
- KONTAKT Z DZIEĆMI - Lila uwielbia się bawić i w przedszkolu w końcu mogła w pełni się wyszaleć. Z początku chętniej przebywała w towarzystwie chłopców, ale na zakończenie najbardziej smuciła się za ulubionymi koleżankami.

Drugi rok trwa w najlepsze. Nie ukrywam, że miałam trochę obaw, jak Lila odnajdzie się po dwumiesięcznej przerwie, ale na szczęście całkiem niepotrzebnie. Pierwszego dnia pomaszerowała do dzieci, tak jakby żadnej przerwy nie było.
Na koniec muszę wspomnieć trochę o chorobach. Tak więc Lili choruję dużo, ale ona od zawsze w okresie jesienno-zimowym łapie sporo infekcji. Choroby były przed przedszkolem i są teraz. Myślę, że gdyby została w domu, to niewiele by się pod tym względem zmieniło.


NASZE KADRY PROSTO Z KRETY

Miała być Bułgaria, potem stanęło na Grecką wyspę Kos, a finalnie wylądowaliśmy na Krecie.
Lot samolotem przebiegł nam średnio, późniejszy autobusem jeszcze gorzej. W końcu udało nam się dotrzeć na miejsce i od następnego dnia cieszyć się wymarzonym wyjazdem.
Miejsce naszego pobytu to miejscowość Koutsounari. Pojechaliśmy na wakacje typowo wypoczynkowe. Bez zwiedzania i do miejsca położonego na uboczu miast. Czytając opinie o naszym hotelu, zapowiadało się, że mimo dużej ilości turystów jest cicho i spokojnie. Rzeczywiście się sprawdziło. Hotel dzięki sporej infrastrukturze sprawia wrażenie, że ludzi jest mniej niż w rzeczywistości.

Typowo greckich kadrów u mnie nie zobaczycie, bo żadnego większego miasta nie odwiedziliśmy. Na jeden dzień tylko, wybraliśmy się na wycieczkę, na pobliską wysepkę Chrisi. To był mój pierwszy rejs statkiem i no nie było najgorzej, ale jednak trochę mnie mdliło. Mimo wszystko widok turkusowej wody i pięknej Krety w oddali robił ogromne wrażenie i o dolegliwościach szybko zapomniałam. Co ciekawe w drodze powrotnej czułam się już całkiem dobrze.
Cały nasz wyjazd trochę obfitował w pecha. Dalia akurat zaczęła ząbkować i jak nigdy wcześniej pojawiła się z tego powodu temperatura. Marudzenia nie było końca, a z rąk nam dosłownie nie schodziła. Lili też raz po raz kaszel, więc ciągle był strach, czy się coś poważnego z tego nie rozwinie.
Ogólnie cieszę się, że się wybraliśmy, choć nie wiem, czy zdecydowałabym się drugi raz. Wakacje z niemowlakiem, to raczej marna opcja na wypoczęcie, no ale wygrzaliśmy się i pięknych zapamiętanych widoków nikt nam nie odbierze.
Ponownie tego typu wakacje jeszcze raz? Jak najbardziej, ale myślę, że idealnie będzie gdzieś tak za 2 lata.
Jeśli wybieraliście się gdzieś dalej z dziećmi, to jak to wspominacie?