KORA DĘBU, CZYLI IDEALNA POMOC PRZY PODRAŻNIONEJ SKÓRZE

Cudowne działanie naparu z kory dębu odkryłam ponad trzy lata temu, kiedy to jeszcze Lili była malutkim niemowlakiem. To właśnie ten naturalny sposób, poradziła nam położna, kiedy to po podaniu Lili antybiotyku, zaczęło ją bardzo mocno wysypywać pod pieluszką.
Wcześniej straciliśmy sporo czasu na próby zwalczenia tego problemu różnymi maściami i kremami. Kompletnie nic nie chciało pomóc i dopiero wspomniany napar z kory dębu przyniósł niesamowitą poprawę i ulgę. Znaczne polepszenie było widać już pierwszego dnia od zastosowania.

Nie wiem, dlaczego ten post nie powstał już dużo wcześniej. O korze dębu zwyczajnie zapomniałam, ale wróciliśmy do niej na nowo kilka tygodni temu, kiedy podobny problem z podrażnioną skórą pojawił się u Dalii. Tym razem już nie traciłam czasu na szukanie i od razu, kiedy skóra zaczęła robić się czerwona, zaczęłam przemywać ją, naparem z kory. Oczywiście tak jak poprzednio poprawa była widoczna niemal natychmiastowo.

Jak przygotować?
Zwyczajnie zalać 2 torebki, szklanką wrzącej wody. Odczekać do przestygnięcia.
W letnim naparze nasączyć płatek kosmetyczny i przemywać kilka razy dziennie podrażnione miejsca.

W czasie problemów ze skórą u maluszków (zwłaszcza tych najmłodszych), oprócz zastosowania kory dębu, warto na ten czas zrezygnować z używania chusteczek nawilżających, różnego rodzaju kremów no i w razie możliwości dużo wietrzyć podrażnione miejsca.


Dodatkowo wspomnę, że kora dębu jest pomocna nie tylko przy stanach zapalnych skóry. Świetnie sprawdza się też przy:
- przetłuszczających się włosach (tylko ciemnych) - z kory dębu robimy płukankę
- nadmiernej potliwości
- oparzeń i odmrożeń
Tak więc naprawdę, warto mieć ją w domu, a dostaniemy ją przeważnie w każdej aptece za kilka złotych.

OSTATNIE TAKIE DNI

W końcu zima zaczyna odpuszczać i ustępować miejsca wiośnie. Nie powiem, lubię te chłodniejsze dni, ale tegoroczna zima jakoś mnie zmęczyła.
Ostatnie dni były już zdecydowanie na plus. Słońce i temperatura powyżej 10 stopni pozwoliły w końcu wyjść bez kurtki. Miniony weekend upłynął nam z Dalią na wyczekanych długich spacerach. W powietrzu czuć było nadchodzące ciepło i wcale nie chciało się wracać do domu. Dziś ta weekendowa pogoda jest wspomnieniem, ale podobno aktualne ochłodzenie to już to ostatnie :).
Mimo ciepła i słoneczka w przyrodzie jeszcze nie widać zbytnio wiosny, ale już powolutku wszystko zacznie się budzić do życia.
Wiosno, czekam!

 






CIĄŻOWY BRZUSZEK TYDZIEŃ PO TYGODNIU

Ciąża to taki cudowny, dla nas kobiet stan. Wiem, że nie wszystkie się ze mną zgodzicie, ale dla mnie osobiście, nie ma chyba rzeczy bardziej niezwykłej, niż właśnie to, jak w naszym ciele powstaje i rozwija się mały człowiek, nasz mały cud.
Mimo wszystkich problemów, z jakimi przyszło mi się zmierzyć, obie moje ciąże wspominam bardzo pozytywnie i w ogóle lubię często myślami wracać właśnie do tego czasu.

Rośniemy, kilogramy przybywają, ale czy któraś z nas się tym przejmuje? To chyba jedyny czas w życiu kobiety, kiedy te wszystkie zmiany tak bardzo nas cieszą. Przecież dobrze wiemy, jaki jest wspaniały cel i finał tego wszystkiego.

Trzy lata temu, kiedy urodziła się Lili, żałowałam nie tylko zakończenia ciąży, ale i tego, jak mało miałam zrobionych zdjęć z tego okresu. Od razu obiecałam sobie, że przy kolejnym maleństwie będzie inaczej. Słowa dotrzymałam.
Na uwiecznienie rosnącego brzuszka tydzień po tygodniu, miałam kilka pomysłów. Ogólnie miało być bardziej profesjonalnie, ale byłam zdana tylko na siebie i dodatkowo bez statywu, więc wyszło właśnie tak i taką oto mam pamiątkę. Cudownie widać jak rosła Dalia w brzuszku, a o to przecież najbardziej mi chodziło :). Jakość w sumie przestała mieć znaczenie.
Zabawę zaczęłam z początkiem drugiego trymestru, bo dopiero wtedy brzuszek zaczął się zmieniać. Sukcesywnie, raz w tygodniu dodawałam kolejne zdjęcie i tak do samego końca.

Bardzo lubię te zdjęcia, wracać do nich co jakiś czas i przeglądać. Mam też nadzieję, że ten wpis będzie fajną i pomocną podpowiedzią dla przyszłych mam, o tym, jak zmienia się brzuszek w ciąży.






Kochane, a Wy robiłyście lub aktualnie robicie zdjęcia z każdego tygodnia Waszej ciąży?

CHRZEST ŚWIĘTY DALII

Po raz drugi zimowo i po raz drugi krótko po Świętach Bożego Narodzenia. Dalia, tak jak trzy lata temu jest starsza siostra, przyjęła Chrzest Święty.
Decyzję podjęliśmy my, rodzice. Jeśli kiedyś wybiorą inną drogę, ich sprawa, ale teraz decydujemy ja i Michał i postanowiliśmy, aby tak jak my i one zostały ochrzczone.

Ja osobiście nie wdaję się w to, kto chrzci swoje dziecko, a kto nie. Niech to będzie decyzja rodziców, której nikt nie powinien podważać i komentować.

Tak, jak w przypadku Lili, tak i teraz nie robiliśmy z tego powodu wielkiej uroczystości, ale chcieliśmy uczcić to wydarzenie, choć małym poczęstunkiem dla najbliższych. Najbliższych zebrało się prawie 20 osób, więc pozostało nam tylko rezerwować miejsce w restauracji. To była dobra decyzja, bo nie musiałam martwić się żadnym gotowaniem, przygotowaniami, czy sprzątaniem. Było miło i przyjemnie.
Dalia głównie przespała swój dzień, a Lili szczęśliwa w towarzystwie innych dzieci.














TRZYMAM ZA RĘKĘ

Po raz drugi przechodzę przez ten cudowny etap macierzyństwa. Etap, kiedy maluszek jest niemowlęciem, które tak bardzo potrzebuje mamy.
Dziecko oczywiście zawsze potrzebuje drugiej osoby, ale zdecydowanie tylko z początku potrzeba bliskości jest tak silna.

Przytulenie mamy jest ukojeniem na wszystko. Każdy płacz, czy strach uspokoją moje ramiona, mój dotyk, i ciche szeptanie do małego uszka.
Bezgranicznie uwielbiam ten etap. Czas, kiedy do woli mogę nosić, przytulać i być z nią tak blisko. Wiem, że lada moment zacznie ją interesować pełno innych ważniejszych spraw i zabaw. Wiem, że zacznie mi umykać i wiem też, jak bardzo będę tęsknić za tym, co jest właśnie teraz.

Jednym gestem bliskości daję do zrozumienia tej małej istotce, że jestem obok, że może czuć się bezpiecznie.
To jest właśnie niesamowita moc rodziców. Dotykiem ukoić każdy lęk.

Pewnie dobrze wiecie, jak cenię i uwielbiam to, że jestem mamą, że mam dwie cudowne córki. Codziennie tuląc Dalię czuję, że tak właśnie miało być, że tak chciałam. Trzymam za rękę moje największe szczęście. To, co najważniejsze mam najbliżej siebie.


PIELĘGNACJA SKÓRY NIEMOWLAKA, CZYLI O NASZYCH KOSMETYKACH NIVEA BABY

Dziś zapraszam na wpis kosmetyczny. Pokażę i opiszę Wam produkty, które stosujemy przy wieczornej pielęgnacji głównie naszej najmniejszej dziewczynki.
Nie będę ukrywać, że po trochu każdy z nas sięga po te produkty :).

Pierwsze kąpiele Dalii, to tak jak w przypadku jej starszej siostry, kąpiel z dodatkiem emulsji nawilżającej. Taka pielęgnacja trwa u nas tylko pierwsze 2-3 tygodnie i po skończonym jednym opakowaniu, tak jak kiedyś, przyszła pora na zmiany.
Tu z pomocą przyszło nam NIVEA BABY, dzięki któremu w naszej łazience zagościł cały zestaw nowej linii emolientów, czyli cztery nowe produkty.
Po przeczytaniu wielu pozytywnych opinii nawet się nie zastanawiałam, czy się zdecydować. To był świetny wybór!

Czym w ogóle są emolienty?
To po prostu substancje o działaniu nawilżającym i natłuszczającym, które utrzymują odpowiednią elastyczność naskórka. Po wchłonięciu zatrzymują wodę i inne ważne składniki poprzez blokowanie kanałów, którymi są one normalnie wydzielane za zewnątrz. Emolienty wchłaniają też wilgoć z otoczenia, dzięki czemu powierzchnia skóry jest stale wilgotna.
Dlatego właśnie kosmetyki zawierające emolienty, idealnie sprawdzą się w pielęgnacji skóry suchej, czy wrażliwej.
Na bazie emolientów powstały właśnie nowe produkty NIVEA. Przeznaczone szczególnie dla młodej, dziecięcej skóry, która dopiero buduje swoją naturalną odporność.

EMOLIENTY NIVEA BABY - PURE & SENSITIVE






NIVEA BABY EMOLIENT
ŁAGODZĄCY ŻEL DO MYCIA CIAŁA I WŁOSÓW
Cena: 20,99 zł / 500 ml


OPIS PRODUCENTA:
Łagodzący żel do mycia ciała i włosów delikatnie myje, łagodzi i nawilża skórę, aby zapobiegać podrażnieniom i swędzeniu. Dzięki wyjątkowej formule z lipidami Omega 6 pomaga zapobiegać wysuszeniu skóry i chroni jej barierę ochronną. Pozostawia skórę oraz włosy czyste i zadbane.

MOJA OPINIA:
Ten żel to podstawa naszych codziennych kąpieli. Sięgam po niego najczęściej. Sama uwielbiam go za delikatny i przyjemny zapach. Dodam też, że i Lili często prosi, żeby i jej zrobić kąpiel z dodatkiem właśnie tego żelu.
Producent zaleca, aby myć żelem ciało i włosy. Ja jednak wolę dodać do wody 2-3 pompki produktu, rozprowadzić i w tak przygotowanej wodzie wykąpać Dalię, czy w ten sam sposób przygotować kąpiel dla Lili. Podczas mycia cały czas unosi się przyjemny delikatny zapach.







NIVEA BABY EMOLIENT
EMULSJA DO KĄPIELI
Cena: 15,99 zł / 200 ml


OPIS PRODUCENTA:
Emulsja do kąpieli wyjątkowo łagodnie myje oraz odżywia suchą i wrażliwą skórę, zapobiegając podrażnieniu i swędzeniu. Bogata formuła pomaga uzupełnić naturalną barierę ochronną skóry. Zapewnia długotrwałą ochronę skóry przed wysuszeniem i podrażnieniem.

MOJA OPINIA:
Po emulsję do kąpieli dla Dalii, sięgam raz w tygodniu. Dalia na szczęście nie ma skóry wrażliwiej, ale zdecydowanie jest skłonna do przesuszania się i mycie z dodatkiem tego typu emulsji na pewno zapobiega większemu wysuszeniu. Zaraz po kąpieli skóra dziecka jest niesamowicie gładka i nawilżona. Całkowicie zbędne są wtedy jakiekolwiek dodatkowe kosmetyki nawilżające.
Bardzo polecam, jeśli Wasze maleństwa też mają skłonność do suchej skóry.





NIVEA BABY EMOLIENT
MLECZKO INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCE
Cena: 15,99 zł / 200 ml


OPIS PRODUCENTA:
Mleczko intensywnie nawilżające przynosi komfort suchej i wrażliwej skórze, intensywnie nawilża i zapobiega wysuszeniu. Zapewnia skórze komfort, ukojenie i ochronę, a dzięki lekkiej konsystencji łatwo się rozprowadza i wchłania.

MOJA OPINIA:
Mleczka używamy codziennie rano, po przebraniu z piżamki i wieczorami po kąpieli z dodatkiem delikatnego żelu NIVEA (opisanego wyżej). Tak jak zapewnia producent, ja szczerze potwierdzam, że mleczko świetnie nawilża. Dodatkowo uwielbiam je za piękny zapach.
Nakładanie mleczka na małe ciałko to nie tylko dodatkowy sposób, aby utrzymać nawilżenie, ale to też czas delikatnego masażu. Dalia bardzo lubi tę część pielęgnacji. Uśmiecha się delikatnie, szczególnie kiedy masuję nóżki i brzuszek. To nasz czas wspólnych przyjemności.





NIVEA BABY EMOLIENT
KREM S.O.S.
Cena: 14,99 zł / 150 ml


OPIS PRODUCENTA:
Krem S.O.S. skutecznie łagodzi zaczerwienioną, suchą i wrażliwą skórę na całym ciele. Unikalna formuła z masłem shea, naturalnymi lipidami Omega 6 i pantenolem natychmiast przynosi ulgę, intensywnie nawilża oraz zapobiega podrażnieniom i swędzeniu.

MOJA OPINIA:
Po ten krem sięgamy tylko wtedy, kiedy pojawia się nagła potrzeba. Stosuję go czasami u Dalci pod pieluszkę. Świetnie sprawdza nam się też u Lili, u której co jakiś czas pojawia się zaczerwieniona skóra. Krem Nivea bardzo szybko przynosi poprawę. Dla mnie jest ukojeniem na skórę twarzy i dłoni po spacerze, szczególnie mroźnym. Taki nasz idealny S.O.S., kiedy u kogoś z rodziny pojawia się problem skórny. Szybko i skutecznie nawilża każdą partię ciała.





Wszystkie kosmetyki marki NIVEA BABY posiadają pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka. Nie zawierają mydła, parabenów, alkoholu i barwników. Jak dla mnie po prostu - idealnie!
Każdy z wymienionych kosmetyków jest niesamowicie wydajny. Za niewysoką cenę mamy świetny produkt, który długo nam posłuży.

Na sam koniec jeszcze coś dla wszystkich czytelników :).
Możecie przetestować wybrany przez siebie produkt NIVEA BABY EMOLIENTY. Wystarczy wejść na stronę BABY.NIVEA.PL i wypełnić ankietę.
Czekam na Wasze opinie :).