OSIEM MIESIĘCY DALII

Osiem miesięcy. Już? Tak szybko? No taka jest rzeczywistość.
Od momentu urodzenia Dalii, czas tak mi przyspieszył, że nie raz muszę patrzeć w kalendarz i upewniać się, jaki mamy w ogóle dzień tygodnia.

O rozwoju Dalki nie piszę tu tak często i regularnie, jak było w przypadku Lili, czyli miesiąc po miesiącu, ale raz na jakiś czas wspomnę, jak się sprawy mają.
W czwartek upłynęło dokładnie 8 miesięcy, od kiedy jest z nami. Nie pamiętam już, jak to było bez niej.

Dalka jest zdecydowanie drobniejsza niż jej starsza siostra. Mierzy 69 cm, a waży 7,9 kg. Lili miała o tym czasie ponad kilogram więcej, co dało się zauważyć po zdecydowanie bardziej okrągłej buzi :).
Rozwojowo u Dalci, póki co jest bardzo podobnie jak w przypadku Lili. Do dnia dzisiejszego praktycznie te same nowe umiejętności o tym samym czasie. Aktualnie numer jeden to samodzielne przemieszczenie się po całym domu. Jeszcze nie raczkuje, ale radzi sobie pełzając. Z dnia na dzień idzie jej coraz lepiej i coraz szybciej dostaje się tam, gdzie chce.
Równo na skończone 7,5 miesiąca zauważyłam pierwszego zęba (dolna lewa jedynka), a kilka dni temu drugiego (dolna prawa jedynka).
Rozszerzanie diety idzie nam bardzo powoli. Podstawą dalej jest moje mleko przy karmieniu na żądanie. Dodatkowo jest jedno danie w porze obiadowej i od kilku dni dodatkowo owoc, gdzieś na godzinę przed kąpielą.
Dalcia to mały przytulas, który uwielbia spać. Nocne spanie to około 10-11 godzin z dwoma karmieniami. W ciągu dnia śpi 2-3 razy, przy czym pierwsza drzemka jest dość długa, bo nawet do 3 godzin, a pozostałe mniej-więcej godzinę.
Dla porównania Lili w ósmym miesiącu: 8 MIESIĄC Z ŻYCIA LILI.

Dalia to pogodna dziewczynka, która nie bardzo lubi, kiedy na dłużej znikam jej z oczu. Na tym etapie może pojawić się pierwszy lęk separacyjny i u nas idealnie by się zgadzało. Tak więc aktualnie mama jest lekiem na całe zło, ale nie narzekam :).
Dalka uwielbia być noszona, przez co często sięgam po chustę, no i czekamy, aż zacznie siedzieć, żeby przerzucić się na Tulę.
Cudowny czas za nami i równie piękny przed nami.


O MOIM DRUGIM PORODZIE

Osiem miesięcy temu na świat przyszła Dalia. Mimo panicznego strachu, który towarzyszył mi do samego końca, poród okazał się niesamowicie pozytywnym wydarzeniem. Z Lilką tak naprawdę nie było najgorzej, ale dopiero przy Dalii przekonałam się, że poród można przeżyć tak cudownie i przede wszystkim tak świadomie.
Wspomniany już strach towarzyszył mi praktycznie przez całe 9 miesięcy. Wiedziałam dokładnie, co mnie czeka i jakoś nie uśmiechało mi się ponownie to przeżywać.
Na szczęście wraz z upływającym czasem moje nastawienie zaczęło się powoli zmieniać. Wspomnienie pierwszego porodu starałam się jak najbardziej przełożyć na plus. Mimo wszystko gdzieś z tyłu głowy nadal niesamowicie się bałam.

To była problemowa ciąża. Cztery pobyty w szpitalu, strata jednego bliźniaka, dużo strachu i nerwów. Dotrwanie do 40 tygodnia była ogromną ulgą, ale już w zasadzie od 37 tygodnia z nadzieją wyczekiwałam jakichkolwiek oznak, że to już. Tak samo, jak ponad trzy lata temu poród zaczął się nad ranem, trzy dni po terminie.


Pierwszy mocniejszy skurcz obudził mnie w środku nocy. Chciałam czekać z nadzieją, że lada chwila nadejdzie kolejny, ale zasnęłam, nawet nie wiem kiedy.

Ponowny skurcz obudził mnie już nad ranem. Ciągle będąc w łóżku, po 15 minutach nadszedł kolejny, potem po 12 następny i po 20 minutach jeszcze jeden.
Trochę zwątpiłam w tę nieregularność, bo przecież przy Lili było idealnie co 10 i 12 minut, a tu takie przeskoki. Wstałam i bez większych zmian. Skurcze w odstępie od 8 do nawet 25 minut. Jedynie to, że były tak wyczuwalne, dawało mi do myślenia. Mało przekonana postanowiłam, że jednak pojedziemy do szpitala. Mimo sporej odległości od placówki (35 km) wcale mi się nie spieszyło. Na spokojnie wzięłam kąpiel, umyłam włosy i sprawdziłam torbę. Na tak spokojnym szykowaniu zleciało sporo czasu i wyjechaliśmy z domu dopiero o 13.00. Wcześniej zjadłam coś na szybko i pożegnałam się z Lili, bo wiedziałam, że nawet jeśli nie urodzę to i tak już mnie do domu nie puszczą.
Tak jak w domu cały czas nachodziły mnie skurcze, tak przez całą podróż autem wszystko dosłownie ustało. Przez prawie godzinę nie poczułam ani jednego skurczu. Byłam pewna, że wszystko ucichło i był to fałszywy alarm. Chciałam już nawet zrezygnować, ale stwierdziłam, że skoro i tak jestem 3 dni po terminie, to może warto już zostać w tym szpitalu i być pod stałą opieką.
Wejście do budynku szpitala automatycznie spowodowało powrót skurczy :). Śmiesznie to brzmi, ale dokładnie tak było. Całą drogę cisza, a wystarczyło wejść do szpitala i wszystko wróciło do normy. Mimo tak długo już trwającej akcji skurczowej dalej cały czas były one nieregularne.

Przyjęcie do szpitala poszło błyskawicznie. Początkowo oczywiście trochę wypełniania dokumentów, a zaraz po tym natychmiastowa konsultacja i badanie u lekarza, które potwierdziło, że poród jak najbardziej się zaczął. 10 minut później byliśmy już w naszej sali porodowej. Piękna, nowa sala do porodu rodzinnego. Tak jak za pierwszym razem, zdecydowaliśmy się oczywiście na wspólny poród.

Po położeniu się na porodówce, czyli gdzieś po 15.00, skurcze mimo ciągłej nieregularności, sporo już przybrały na sile. Krótko po podłączeniu do KTG, na moment był problem z tętnem, przez co wezwano lekarza. Zaczęły padać hasła o cesarskim cięciu, co ogromnie mnie przeraziło, ale dzięki temu, że szybko wszystko wróciło do normy i zapis z KTG zaczął się poprawiać, podjęto decyzję, żeby czekać, obserwować i za kilka godzin podjąć decyzję. Lekarz miał wrócić za jakiś czas i zdecydować. Minęły dwie godziny, które dla mnie trwały może z 30 minut. Praktycznie cały ten czas przeleżałam, Michał siedział obok. Często zaglądała do nas położna lub któraś ze studentek, ale ogólnie starano się jak najwięcej zostawiać nas samych. KTG cały czas wychodziło idealnie, więc spokojnie liczyłam, że pozwolą nam rodzić naturalnie.
Lekarz zajęty jednym cięciem, za drugim nie bardzo miał czas, żeby do nas zajrzeć.
Skurcze tak przybrały na sile, że zdecydowałam poprosić o znieczulenie, a że historia lubi się powtarzać, to okazało się, że już za późno, bo poród się rozpoczął. Chyba nikt, w tym ja sama nie spodziewał się, że tak szybko urodzę. Sama osobiście liczyłam, że może coś się ruszy w nocy, a tu nagle położna oznajmia, że nie czekamy na lekarza, tylko zaczynamy.
Przeszedł mnie ogromny strach. Znowu wszystko zaczęło się dziać za szybko. Ledwo pozbierałam się po tym, ze w ogóle jestem na porodówce, a tu już zaczyna się cała akcja. Przyjemny, przyciemniony pokój tylko dla nas, szybko zamienił się w jasną salę pełną sprzętów i położnych gotowych na powitanie naszego dziecka.
Położnej lepszej nie mogłam sobie wymarzyć. Cudownie poprowadziła mnie przez cały poród. Widziała moją panikę i chyba dobrze wiedziała jak postępować i co mówić, żeby choć trochę uspokoić, to co działo się w mojej głowie. Sama pozwoliła mi zdecydować, czy wolę rodzić dłużej bez nacięcia, czy szybciej z nacięciem. Wybrałam pierwszą opcję. Zaufałam jej i to była dobra decyzja. Dokładnie mówiła co mam robić, jak oddychać, jak przeć, a ja dokładnie spełniałam jej polecenia.

Tak właśnie po 4 parciach o 18.50 urodziła się Dalia. Łzy szczęścia płynęły po policzkach, a ja znów poczułam ten cudowny stan.

Poczułam przede wszystkim tę niesamowitą ulgę. Dumę, że zostałam mamą. Szczęście, że poród odbył się bez komplikacji, że trwał tak krótko.
Nawet nie sądziłam, że poród może być tak miłym przeżyciem. Mimo całego tego bólu udało się przeżyć to w taki magiczny sposób.

Przez 2 godziny pozwolono nam nacieszyć się tą piękną chwilą. Mimo ogromnego zmęczenia czułam, jak nachodzą we mnie nowe siły, gotowe do działania.

Po wizycie pediatry Dalijkę zabrano na oddział noworodkowy. Ja miałam czas na zmianę sali i kilka godzin na odpoczynek, zjedzenie kolacji i sen.
W nocy Dalunia wróciła do mnie, a po trzech dniach razem opuściłyśmy oddział.

Pisząc ten wpis, cały czas mam na twarzy uśmiech. Wcześniej w życiu, nawet bym nie pomyślała, że można tak niesamowicie przeżyć poród, że może być on wspomnieniem, do którego chce się wracać.

Każdej przyszłej mamie życzę takich narodzin jej maluszka.


TYDZIEŃ PROMOCJI KARMIENIA PIERSIĄ

Aktualnie trwa, a w zasadzie to już się niestety kończy, tydzień promocji karmienia piersią, który w tym roku dokładnie przypadł na tydzień - 26.05-01.06.2017.

Przy Lili nie udało nam się z karmieniem. Próbowałam, zobaczyłam co i jak, ale skończyło się po miesiącu. Nie chcę rozpamiętywać i się obwiniać, ale z dzisiejszą wiedzą wiem, że kryzys, który mnie wtedy dopadł był do przejścia. Dziś poradziłabym sobie bez problemu, no ale wtedy nie wiedziałam. Nie wiedziałam i po prostu odpuściłam. Nie było nikogo, kto by podpowiedział i pokazał co i jak. Nikt sam nie pomógł, ale i ja tej pomocy nie poszukałam. Przyjęłam wszystko tak, jak się wydarzyło. Trudno, czasu nie cofnę.
Dzięki tamtej porażce sporo się dowiedziałam i przy Dalii sprawy wyglądały już zupełnie inaczej. Przede wszystkim ja z większą wiedzą i determinacją, że chcę karmić, rozpoczęłam całą przygodę z karmieniem.

Trzeba chcieć.
No właśnie, bo po pierwsze to trzeba chcieć. Nic nam nie pomoże, jeśli gdzieś tam nie do końca czujemy, że to karmienie jest dla nas, że tego chcemy. Nie będziemy się wtedy tak starać, czy szukać pomocy, kiedy pojawią się problemy.

Podejście.
Karmienie siedzi w głowie! Nic dodać, nic ująć. Naprawdę.
Gdy urodziła się Lili, ciągle byłam zestresowana. Dosłownie bałam się karmienia. Tego, czy mi wyjdzie, czy zrobię to dobrze. No i wyszło, jak wyszło.
Teraz kiedy urodziła się Dalia, do wszystkiego podeszłam z wielkim spokojem i opanowaniem. Wiedziałam już, że początek będzie trudny i trzeba go po prostu przetrwać, żeby potem było cudownie.

Dzięki temu wszystkiemu mogę teraz korzystać i cieszyć się z tego ile daje nam obu karmienie piersią.
Mam nadzieję, że nasza wspólna przygoda potrwa jeszcze bardzo długo. Dalka uwielbia, co jest najważniejsze i ogromnie mnie cieszy.
Ja nie mogę się wprost nacieszyć, kiedy tak się we mnie wpatruje, trzyma bluzkę małymi rączkami. Przede wszystkim bardzo doceniam to, jak przy piersi szybko potrafi się uspokoić. Po prostu lek na całe zło.


PREZENT NA DZIEŃ DZIECKA DLA PRZEDSZKOLAKA

Już w czwartek małe święto wszystkich dzieci. U nas w tym roku Dzień Dziecka podwójny, ale dziś chcę Wam pokazać, tylko to, co dostanie Lilka.
Lili lada moment skończy 4 lata i jeśli chodzi o jej rozwój, to chłonie wszystko jak gąbka. Codziennie zachwyca mnie nowymi wierszykami i piosenkami, których uczy się w przedszkolu.
Dlatego właśnie od pewnego czasu zdecydowanie bardziej zwracam uwagę na zabawki, jakie dostaje. Nigdy nie byłam za kupowaniem masy plastikowego badziewia, które jest dosłownie na chwilę, a potem ląduję w kącie, czy koszu. Długo królowały u nas masa drewnianych klocków, czy uwielbiane Lego Duplo.
Teraz wybierając zabawkę, kieruję się głównie tym, aby Lili przy zabawie musiała pomyśleć, żeby się zastanawiała, a potem była dumna, że się udało :).

Myślę, że tak właśnie będzie już w czwartek, 1 czerwca, kiedy Lili dostanie, to co dla niej wybrałam. Oba produkty pochodzą ze sklepu - FABRYKA WAFELKÓW.

JANOD
MAGNETYCZNA MAPA - ZWIERZĘTA ŚWIATA
Cena: 130,50 zł


Magnetyczna mapa zwierząt świata to duża tablica magnetyczna, którą można zarówno powiesić na ścianie, jak i położyć, czy postawić na stole.
Na tablicy znajduje się mapa świata. Do zestawu mamy dołączone 201 magnesów przedstawiające różne zwierzęta, czy budowle charakterystyczne dla danych rejonów. Dziecko uczy się przez zabawę, ale i rozwija zręczność, czy zapamiętywanie.
Tablice pewnie powiesimy na ścianie, a magnesy przełożymy do pudełka. Już się nie mogę doczekać wspólnej zabawy :).
Mapę znajdziecie tutaj: MAPA MAGNETYCZNA - JANOD.









MUDPUPPY
PUZZLE PATYCZKI - GEOMETRYCZNE ZWIERZĘTA
Cena: 79,00 zł


Moja druga propozycja dla dziecka mniej-więcej w wieku Lilki, to puzzle, ale inne niż wszystkie. Puzzle są w formie pasków. 24 elementy dwustronnych pasków, z których możemy ułożyć 6 zwierzaków.
Tradycyjne puzzle nie do końca jeszcze Lili odpowiadają, więc myślę, że ta prostsza wersja skradnie jej serce.
Puzzle znajdziecie tutaj: PUZZLE PATYCZKI - MUDPUPPY.












A jak u Was? Macie już coś przygotowane, czy jeszcze zakupy przed Wami?

O DAMACH W KÓRNIKU, CZYLI SPOTKANIE BLOGODAM

Spotkanie BlogoDam w Kórniku - brzmi ciekawie? Jak tylko usłyszałam, że szykuje się coś takiego, od razu wiedziałam, że muszę się zapisać :).
Zapisałam się, a potem nerwowo oczekiwałam dnia publikacji listy i na szczęście udało się :). Na liście była też Iza z NIE TYLKO RÓŻOWO i tak właśnie razem, 29 kwietnia ruszyłyśmy do Kórnika, na spotkanie z innymi wspaniałymi BlogoDamami.


Dwie najważniejsze.
No właśnie, to od nich trzeba tu zacząć :). Magda (ZWYKŁEJ MATKI WZLOTY I UPADKI) i Agnieszka (INSTRUKCJĘ POPROSZĘ). Zmówiły się dziewczyny we dwie i tak powstał pomysł na BlogoDamy. Gratuluję im pomysłu i super organizacji spotkania. Wszystko idealnie, a dodatkowo zapewnione atrakcje dla dzieci i partnerów, którzy towarzyszyli uczestniczką spotkania.

Wielkopolski Kórnik.
Do Kórnika słynącego z Białej Damy, pięknych magnolii i Zamku, wybierałam się już nie raz, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Tym bardziej ucieszyłam się, że dzięki spotkaniu blogerek, choć trochę udało mi się zobaczyć i pewna jestem, że wrócimy do Kórnika razem z dziewczynkami, żeby na spokojnie pospacerować i wszystko zobaczyć.

BlogoDamami zostało kilkanaście blogerek z całej Polski, które tego jednego dnia, wszystkie spotkały się właśnie w Wielkopolskim Kórniku. Ugościła nas piękna restauracja VENTUS, która udostępniła nam przestronną salę. Przez całe spotkanie można było próbować pysznych przekąsek, czy w każdej chwili napić się gorącej kawy i herbaty.
Całe spotkanie ruszyło o godzinie 10.00. Po krótkim przestawieniu i wstępie dziewczyn, jako pierwszy wystąpił dla nas Adam Pioch (ADAM PIOCH - KOLEKCJONER WSPOMNIEŃ), który w bardzo ciekawy sposób opowiedział nam o storytellingu. Oprócz ciekawej i zaskakującej opowieści wspomniał nam też jak pisać, żeby czytelnik został z nami na dłużej.
Po pierwszych wykładach przyszedł czas na pierwsze prezenty i pyszny obiad, a zaraz potem wyszłyśmy na taras, by pod okiem GRETA FLOWERS stworzyć swoje wianki z żywych kwiatów. Szczerze przyznam, że taki wianek robiłam pierwszy raz i coś tam nawet wyszło. Po wspólnych warsztatach wszystkie wybrałyśmy się do KÓRNICKIEGO ARBORETUM, gdzie Aga z AGA MARCINIAK zrobiła nam mini sesję z naszymi wiankami.
Po zdjęciach wróciłyśmy do restauracji. Było trochę czasu na pogadanie i rozdanie upominków. Dziewczyny przeszły same siebie z ilością prezentów :).
Na sam koniec był oczywiście tort. Piękny i obłędnie pyszny, a wykonany przez BEZCUKIERNIA :).
Całe spotkanie uwieczniała zdjęciami - Ania z KOŚMICCY PSTRYKAJĄ za co, ogromnie dziękujemy.






















Spotkaniem byłam zachwycona. Dalia, która była ze mną, nie do końca odnalazła się w nowym miejscu i mamę chciała mieć tylko dla siebie, więc niestety nie z każdą dziewczyną udało mi się pogadać. Mimo wszystko wróciłam do domu z uśmiechem na twarzy i mam nadzieję, że Madzia i Aga zorganizują jeszcze kolejne spotkania, na które ja jestem chętna bez wahania.


LISTA BLOGEREK SPOTKANIA BLOGODAMY W KÓRNIKU:
- Agnieszka - AGUMAMA
- Agnieszka - RODZICIELNIK
- Agnieszka - PO PIERWSZE MATKA PO DRUGIE TEŻ KOBIETA
- Agnieszka - MAŁA RZECZ A CIESZY
- Agnieszka - PIELĘGNACYJNA REWOLUCJA
- Alina Dobrawa - ALINA DOBRAWA
- Angelika - BIRGINSEN
- Basia - PIERWSZE KROKI
- Emilia - MAMA I SYN ZGRANY TEAM
- Iza - NIE TYLKO RÓŻOWO
- Joanna - Z FILIŻANKĄ KAWY
- Karolina - NASZE BĄBELKOWO
- Magda - TOSI MAMA
- Magda - MAMATORKA
- Magda - MAMA KREATYWNA
- Weronika - BUDUJĄCA MAMA
- Wioletta - MAMA BLOGUJE

SPONSORZY SPOTKANIA BLOGODAMY W KÓRNIKU:
A-DERMA
ADAM Pioch
Adam Szulc Barber
AGA MARCINIAK photography
Alexander
bezCukiernia
Bobbiny
CarryLove
CHIAS
CHOCOLISSIMO
Cocobolo hand made
Czajnikowy.com.pl
czytam.pl
dekoria
DUCRAY
EciPeci
ePLECAKI
ekozuzu
equilibra
EVELINE
FARMONA
fuerza
FUTURUM
garneczki.pl
Gmina Kórnik
Gretaflowers
HELPA
Klocki Blocki
ID'EAU
influencer
Jabłka Grójeckie
Jaka Mama
Kobiece Porady
Kośmiccy Pstrykają
Kórniczanin
LennyLamb
Marion
BeYou
Męska Wyspa
Miravena
MYSI OGONEK
NEFERE
Oillan
OLYNK
Pan Dragon
Piatnik
PUPUS
Pytaki
SOWHATEVER
Trefl
Restauracja Ventus
Wydawnictwo ABINO
Wydawnictwo BIS
Wydawnictwo EPIDEIXIS
Wydawnictwo IUVI
Wydawnictwo MARTEL
Wydawnictwo Media Rodzina
Wydawnictwo OLESIEJUK
Wydawnictwo Papilon
Wydawnictwo Skrzat
Wydawnictwo WILGA
Wydawnictwo Zakamarki
ZDROWY BIDON
Ze słownikiem